Decyzja NFZ sprowadza się do tego, że teraz za wykonane ponad limit kontraktu badania gastroskopii i kolonoskopii NFZ płacić będzie jedynie do 60 proc. ich wyceny. W przypadku rezonansu magnetycznego i tomografii komputerowej zapłaci jeszcze mniej, bo do 50 proc. wyceny. Oznacza to, że większość szpitali, zwłaszcza powiatowych, zmniejsza już liczbę takich badań o połowę, by ograniczyć dramatycznie rosnące zadłużenie placówek. NFZ chce zaoszczędzić 625 mln zł i zracjonalizować system świadczeń. Jednak dla tysięcy pacjentów oznacza to znaczące wydłużenie czasu oczekiwania na diagnozę. A to musi przełożyć się na gorsze wyniki ewentualnego leczenia. Z raportu Instytutu Sobieskiego wynika, że już miesiąc po wprowadzeniu zmian 36 z 67 badanych placówek zadeklarowało ograniczenie dostępności badań TK i RM. Średni czas oczekiwania na rezonans w trybie pilnym wydłużył się o 34 proc., a na tomografię w trybie stabilnym aż o 42 proc.
– Zmiany wprowadzone ostatnio przez NFZ bardzo szybko przełożyły się na realne wydłużenie kolejek do kluczowych badań diagnostycznych – komentuje Sylwia Maj, rzeczniczka prasowa Centrum Medycznego NLM. – Z naszych danych wynika, że czas oczekiwania na przykład na gastroskopię wydłużył się już nawet o 9 miesięcy, na kolonoskopię mniej więcej o rok, a w części placówek widzimy nawet, że terminy wydłużyły się o 2 lata. W przypadku rezonansu magnetycznego mówimy dziś nie o kilku tygodniach, ale nawet o trzech miesiącach oczekiwania. Dla pacjenta zmiany te oznaczają dłuższą niepewność, więcej stresu i oczywiście późniejszą diagnozę. A przecież właśnie w przypadku badań takich jak gastroskopia, kolonoskopia czy rezonans to czas ma kluczowe znaczenie, bo często decyduje o tym, jak szybko można rozpoznać chorobę i rozpocząć leczenie. Rozumiemy potrzebę porządkowania finansów systemu, ale ograniczenie finansowania na etapie diagnostyki i profilaktyki zawsze odbija się w pierwszej kolejności na pacjentach. Jako NLM idziemy w przeciwnym kierunku. Inwestujemy w profilaktykę, diagnostykę i rozwiązania, które pomagają właśnie skracać ścieżkę pacjenta, a nie ją wydłużać.