Owszem, jak co roku aktorzy, scenarzyści i reżyserzy toczyli do białego rana długie rozmowy, ale poza tym było grzecznie i bez wybryków. To już nie te festiwale, podczas których nad ranem z ust najwytrwalszych zabawowiczów padało sakramentalne: „Co dzieje się w Piekiełku, zostaje w Piekiełku”. Kultowy nocny lokal w festiwalowym hotelu Mercure Gdynia przypominał w tym roku raczej szkolną dyskotekę, na której parkiecie pląsają najgrzeczniejsze uczennice. To już nie te czasy, gdy w hotelowych podziemiach przy pamiętającym dawne czasy barze zaczynały się albo kończyły płomienne romanse, a panowie po paru głębszych chcieli sobie wyjaśniać sens życia. Jednym słowem: w 2026 roku Piekiełko – z jakichś wciąż bliżej nieustalonych powodów – zamarzło.
Pogoda nie rozpieszczała festiwalowiczów. Plaża nie kusiła rozgrzanym piaskiem, bo słońce rzadko wychodziło zza chmur, a twarze gości przez cały tydzień smagał zimny wrześniowy wiatr. Aura sprzyjała raczej siedzeniu w salach kinowych i kontemplowaniu najnowszych dokonań polskich filmowców. Bilety rozchodziły się jak świeże bułeczki. Podczas seansów dla mediów widownia też była za każdym razem wypełniona po brzegi. Na tegoroczny festiwal akredytowało się aż 350 dziennikarzy.
Subskrybuj