R E K L A M A
R E K L A M A

FAJBUSIEWICZ: Wnuk zamordował babcię

O zabójstwie pani Wisławy z Piły pamiętałem doskonale, choć od zbrodni minęło już 18 lat. Wówczas podejrzewano jej wnuka, ale brakowało dowodów. Dziś nowoczesne badania DNA potwierdziły, że mordercą był właśnie on – 44-letni Damian B. 

Wygenerowano przez Gemini

Mimo zabezpieczenia wielu śladów i przesłuchania ponad 80 świadków śledczym nie udało się nikomu postawić zarzutów. Sprawę umorzono. Pod koniec 2023 r. wrócili do niej policjanci z poznańskiego Archiwum X i prokuratorzy. Przełom przyniósł dowód od lat leżący w magazynie rzeczowym: taśma, którą skrępowano ofiarę. Jak mówił rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak, w 2008 r. nie było jeszcze technologii pozwalającej wyizolować z tak drobnych śladów materiał genetyczny sprawcy.

Damian B., wnuk ofiary, większość dorosłego życia spędził w więzieniach za rozboje, napady, znęcanie się nad rodzicami, groźby karalne i handel narkotykami. Gdy kilkanaście dni temu został zatrzymany, nadal mieszkał z rodzicami w Pile. Do zabójstwa się nie przyznał, twierdząc, że nie utrzymywał kontaktów z babcią. Wróćmy jednak do wydarzeń z czerwca 2008 r.

73-letnia Wisława od lat mieszkała w Pile, w trzypiętrowym bloku. Po śmierci męża została sama, choć często pomagały jej dorosłe dzieci. Emeryturę otrzymywała na konto bankowe, nie trzymała więc w domu większych sum pieniędzy ani wartościowych przedmiotów. W ostatnich latach miała problemy zdrowotne i rzadko wychodziła z mieszkania. Utrzymywała stały kontakt z sąsiadką w podobnym wieku, Lidią, mieszkającą piętro wyżej, oraz panią Jadwigą, mieszkającą na pobliskim osiedlu, z którą kiedyś pracowały jako pielęgniarki Większość czasu spędzała na rozwiązywaniu krzyżówek, a gdy pogoda dopisywała, godzinami obserwowała życie osiedla przez okno, które zwykle było otwarte – chorowała na serce i chciała, żeby w mieszkaniu było dużo świeżego powietrza.

Przejdźmy do początku czerwca 2008 r. W niedzielę 1 czerwca, w Dzień Dziecka, panią Wisławę odwiedził 26-letni wnuk. Choć dawno nie był dzieckiem, liczył zapewne na kilka złotych od babci. Następnego dnia około godz. 9.50 córka rozmawiała z matką przez telefon. Nic nie wskazywało na nadchodzącą tragedię. Pani Wisława, jak zwykle po porannej kawie, rozwiązywała krzyżówki.

Tego samego dnia po południu sąsiadka Lidia zeszła do jej mieszkania. Od lat miały umówiony sposób dzwonienia do drzwi, ale tym razem nikt nie odpowiedział. Wieczorem próbowała jeszcze kilkakrotnie, również bez skutku. Zaniepokojona zadzwoniła do córki pani Wisławy, a ta poprosiła ją, by weszła do mieszkania. Lidia od lat miała klucze.

Gdy weszła do środka, zobaczyła panią Wisławę siedzącą w fotelu z ręcznikiem na głowie. Sądziła, że sąsiadka zasłabła, i zawiadomiła córkę. Ta przyjechała natychmiast wraz z mężem. Kiedy odchyliła ręcznik, zobaczyła knebel na ustach matki. Kobieta nie żyła. Na miejsce wezwano policję i pogotowie.

W trakcie oględzin na ławie obok fotela znaleziono otwarty portfel. Brakowało 60 zł przygotowanych na zakup karty telefonicznej. Lewa ręka ofiary była przytwierdzona taśmą do poręczy fotela, usta zakneblowane skarpetą i zaklejone taśmą. Głowę przykrywały dwa ręczniki tak nasiąknięte krwią, że wydawały się czerwone. Czaszka była roztrzaskana.

Narzędziem zbrodni okazał się młotek znaleziony pod umywalką w łazience. Morderca starannie go umył. Początkowo śledczy brali pod uwagę udział dwóch sprawców. Na futrynie balkonu znaleziono ślad rękawiczki ogrodniczej. Wszystko wskazywało też, że kobieta próbowała się bronić. Świadczyły o tym ślady krwi na ścianie i strącony obraz.

Mieszkanie nie nosiło śladów włamania ani plądrowania, poza kilkoma wysuniętymi szufladami. Nie udało się ustalić, jak sprawca dostał się do środka. Choć do zabójstwa doszło najprawdopodobniej przed południem, żaden z mieszkańców bloku nie usłyszał niczego niepokojącego.

Jak ustalono, wnuk był częstym gościem u babci, która jednak rzadko wpuszczała go do mieszkania. Gdy domagał się pieniędzy, zwykle wyrzucała mu drobne przez okno. Wszystko wskazywało, że motywem zbrodni był rabunek. Łupem padło prawdopodobnie zaledwie 60 zł. Brak śladów włamania sugerował, że tym razem kobieta sama wpuściła wnuka do środka. Był przecież Dzień Dziecka.

Damian B. został tymczasowo aresztowany. Grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Jak mówi Andrzej Borowiak, rozwój technik genetycznych pozwala dziś rozwiązywać sprawy, które przed laty utknęły w martwym punkcie. Dowodem jest zabójstwo pani Wisławy. Wielkopolska policja ma jeszcze około 100 niewyjaśnionych zbrodni, które nie uległy przedawnieniu. Szansą na ich wykrycie jest ponowne przebadanie zabezpieczonych przed laty śladów. 

2026-10-31

Michał Fajbusiewicz