Postanowił wykorzystać swoją wiedzę w celu leczenia internetowych nałogowców. Wrócił do Polski i razem z bratem Igorem oraz kolegami z Politechniki Warszawskiej stworzył urządzenie pomagające odzyskać kontrolę nad czasem spędzanym w sieci. Pomysł wyrósł z jego własnych doświadczeń:
– Zauważyłem, że w moim przypadku najskuteczniejszą metodą było fizyczne oddalenie telefonu. Odłożenie go na odległość 10 – 15 metrów sprawiało, że nie sięgałem po niego odruchowo co pięć minut.
Problem w tym, że smartfon jest niezbędny w pracy. Jak więc odciąć się od niego, nie porzucając obowiązków? Rozwiązaniem okazał się brelok Scrolly w formie małego, sympatycznego ludzika. Scrolly współpracuje z aplikacją w telefonie. Aplikacja – blokując jedynie treści, które najbardziej rozpraszają – pozwala nadal korzystać z telefonu. A breloki mają skłonność do poniewierania się. Jeśli Scrolly leży w drugim pokoju, trzeba wstać i po niego pójść. Ta chwila wysiłku przerywa odruch bezmyślnego przeglądania postów. Scrolly wykorzystuje technologię NFC znaną z płatności zbliżeniowych. Nie potrzebuje baterii ani ładowania. Podstawowe funkcje aplikacji są dostępne bez abonamentu, a jeden gadżet może służyć całej rodzinie.
Pierwsze egzemplarze powstawały w Polsce na drukarkach 3D. Robota była żmudna, zainteresowanie ogromne. W pewnym momencie zabrakło mocy do seryjnego wytwarzania elementów. Obecnie obudowy robione są w Chinach, natomiast w kraju odbywa się programowanie chipów i rozwój aplikacji. Całym przedsięwzięciem zarządza pięcioosobowy zespół z warszawskiej ulicy Nowogrodzkiej. Nie mają bogatych inwestorów, tylko ambicje sięgające za ocean, gdzie sprzedają około 70 proc. swoich wynalazków.
Breloki najbardziej polubili młodzi dorośli, studenci i osoby z ADHD, którym trudno oderwać się od cyfrowych bodźców. Wśród klientów zdarzają się też mamy chcące poświęcać więcej uwagi dzieciom.