R E K L A M A
R E K L A M A

Fundacje piorą pieniądze? Jak z organizacji pozarządowej zrobić podejrzanego

Oczywiście. Przecież po to właśnie istnieją. Dostają grant, wynajmują salę, kupują sprzęt, organizują wydarzenie, zapraszają ekspertów, a potem – kiedy wszyscy pójdą do domu – zamykają drzwi, dzielą pieniądze i lecą na Malediwy. Tak przynajmniej wyobraża sobie organizacje pozarządowe część społeczeństwa. Problem w tym, że między „dostała pieniądze” a „zarobiła pieniądze” istnieje drobny szczegół zwany rzeczywistością. I właśnie o nim warto pamiętać, zanim każdą fakturę uzna się za dowód zbrodni.

Fot. Pexels

Z badania Klon/Jawor „Ufamy, ale… Polki i Polacy o organizacjach pozarządowych” wynika, że 63 proc. Polek i Polaków ufa organizacjom pozarządowym, a 62 proc. uważa, że są one w Polsce potrzebne. Można więc fundacjom ufać i jednocześnie kompletnie nie wiedzieć, jak ten sektor działa. Fundacja dostała pieniądze? „No dobrze, ale ile sobie wezmą?”. Pojawili się partnerzy biznesowi? „Aha. No to już wiadomo”. Nie wiadomo.

Budżet projektu nie jest prywatnym portfelem zarządu, a fakt, że przez konto organizacji przechodzi 100 tysięcy złotych, nie oznacza, że zarobiła ona te pieniądze. One mają sfinansować konkretne działania: ludzi, sprzęt, materiały, logistykę, ekspertów, promocję czy przestrzeń; a potem trzeba jeszcze pokazać, na co zostały wydane. W świecie NGO pieniądze mają tę wyjątkowo irytującą właściwość – muszą być rozliczane.

Zaczynają się więc wnioski, harmonogramy, umowy, faktury, sprawozdania, poprawki i wiadomości o treści „prosimy o uzupełnienie dokumentacji”. Trudno wyobrazić sobie lepszy model biznesowy dla kogoś, kto marzy o szybkim wzbogaceniu.

Przykładem może być HackTYwathon RADOM 2026 – 24-godzinny, niekomercyjny maraton projektowy poświęcony technologiom Dual-Use, czyli rozwiązaniom, które mogą służyć zarówno celom cywilnym, jak i bezpieczeństwu i obronności. Ambicją pomysłodawców jest stworzenie miejsca, w którym technologia spotyka się z realnymi problemami bezpieczeństwa, biznesem, nauką i sektorem publicznym. Pod hasłem „Hack the War!” uczestnicy pracują nad rozwiązaniami, które mogą znaleźć zastosowanie w życiu codziennym i w sytua cjach kryzysowych. Powstają zespoły, rozwiązania i prototypy. Jest rywalizacja, bo jest konkurs, ale jest też coś ważniejszego: możliwość połączenia kompetencji. Nie chodzi o to, żeby znaleźć najlepszego człowieka w pokoju, tylko żeby najlepsi ludzie z tego pokoju zaczęli ze sobą rozmawiać. Co z tego, że naukowiec ma wiedzę, jeśli nie zna realnego problemu; co z tego, że firma ma technologię, jeśli nie wie, gdzie jej użyć; co z tego, że ktoś ma świetny pomysł, skoro nie ma ludzi, którzy potrafią go zrealizować?

Za tym przedsięwzięciem stoją miesiące przygotowań, dziesiątki rozmów, partnerstw, maili, dokumentów i decyzji. Są wyzwania technologiczne, zespoły projektowe i presja czasu. – Jeżeli ktoś wierzy, że fundacje piorą pieniądze, zapraszam do tej pralni. Chętnie pokażę faktury, sprawozdania, harmonogramy i stosy dokumentów, które zostają po takim „praniu” – mówi organizatorka Eliza Voss, prezes zarządu Fundacji SIMBIOSIS.

Czy więc fundacje piorą pieniądze? Tak samo jak w każdej branży znajdzie się ktoś, kto próbuje kombinować. NGO nie są magiczną krainą zamieszkaną wyłącznie przez ludzi ze skrzydłami. Fundacje najczęściej piorą coś zupełnie innego – stereotypy. Z grantów, dotacji, pracy i zaangażowania próbują zrobić wydarzenia, projekty, rozwiązania i miejsca, w których ludzie mogą spotkać innych ludzi i coś razem stworzyć. 

2026-10-10

Małgorzata Rzeszutek