Mówić można wiele, obiecywać – jeszcze więcej
Bazy nas obronią?!
Nie ma głośniejszego tematu ostatnimi czasy niż budowa magicznej bazy wojskowej w Polsce. Chce tego Ameryka, a jeszcze bardziej Polska. Wszystko przed spodziewanym atakiem zbrojnym ze strony Rosji. Amerykańska baza w Polsce byłaby jedną z 850 na świecie, ale ich liczba i lokalizacja zmienia się jak pogoda w Tatrach. Bo oto słyszymy, że takież bazy budowane są przez USA na Grenlandii, bo ponoć tam także sięgają niepożądane siły.
W zasadzie za wzmocnieniem obronnym Polski są wszystkie siły polityczne, może poza Konfederacją, a także wszystkie media. Społeczeństwo natomiast jest podzielone. Jedni pamiętają okupację radziecką i pobyt ich wojskowych brawurowo zakończony przez prezydenta Wałęsę, inni liczą wielomiliardowe koszty stacjonowania wojsk amerykańskich, na czym cierpią służba zdrowia, pomoc społeczna, służby publiczne, administracja, oświata. Przeważa jednak opinia, że skoro bazy wojskowe zza oceanu mają ocalić Polskę, niech… będą.
W związku z tym, jako obywatel wątpiący w szczerość intencji prezydenta USA, który zapewne zechce ubić kolejny interes z Polską i który ma na koncie rekordową liczbę kłamstw, zmian decyzji itd., wiedząc jednocześnie, że moja opinia – czytelnika – nie ma znaczenia, zgłaszam wątpliwości. Po pierwsze, która baza uchroniła gospodarzy przed atakiem z zewnątrz? Amerykańskie bazy na Bliskim Wschodzie są bezlitośnie ostrzeliwane przez Iran i jego sprzymierzeńców (Huti). Po drugie – czy bazy amerykańskie zechcą w razie zagrożenia Polski atakować Rosję? Cały świat widzi, że Trump i Putin żyją jak bracia syjamscy, kto wie, czy nie lepiej się mają niż Nawrocki z Trumpem, chociaż prezydent USA przy byle okazji łechce próżność pełniącego obowiązki prezydenta Polski i przypomina Nawrockiemu, że fotel i władzę zawdzięcza właśnie jemu. Ale to nie oznacza, że Stany zezwolą na atakowanie Rosji z terenów Polski. Mówić można wiele, obiecywać jeszcze więcej, np. że „wojnę Rosji z Ukrainą zakończę w ciągu doby, kiedy tylko zostanę prezydentem” – chwalił się sprawczością kandydat na prezydenta USA, że nie wspomnę o sprzedaży pocisków Patriot.
Zresztą powstanie baz/bazy amerykańskiej w Polsce wcale nie jest pewne. Jak znamy poglądy prezydenta Trumpa hulające niczym huragany na Pacyfiku, może on dyktować Polsce warunki trudne do spełnienia, np. zmianę rządu, likwidację Trybunału Konstytucyjnego czy zawieszenie pracy Sejmu. Brednie? Prezydent USA może wszystko – nie tylko obalać prawowite rządy, więzić prezydenta Wenezueli, przejmować ich złoża ropy naftowej i wszczynać osiem wojen rocznie. A Karol Nawrocki („Po pierwsze Polska”) przyjacielowi niczego nie odmówi.
Polska, zgodnie z życzeniem Ameryki, stała się globalnym prymusem, jeśli chodzi o proporcje wydatków zbrojeniowych do PKB. U nas dzieje się tak kosztem codziennego życia 38 mln obywateli. Ale za to zadowalamy Amerykę, która za rządów Trumpa wydała na funkcjonowanie armii rekordowe 1,8 bln dolarów w ciągu roku. I na tym trzeba zarobić, najlepiej z dużym zyskiem. Musi się udać, bo w handlu ze słabszymi Ameryka radzi sobie jak nikt inny. I wtedy na mównicę wyjdzie prezydent Trump i obwieści, że nie ma lepszego miejsca do życia na ziemi niż USA.
Z poważaniem i życzeniami spokoju HENRYK KIN z Białegostoku
Czy tylko Ameryce musi się opłacać?
W poszukiwaniu prawdy
Wiedz, że to bujda, granda zwykła,
Gdy ci wołają: „Broń na ramię”,
Że im gdzieś nafta z ziemi sikła
I obrodziła dolarami
To fragment wiersza Juliana Tuwima „Do prostego człowieka”. Jest w nim mądrość, z której – szczególnie my, Polacy, i szczególnie teraz – powinniśmy czerpać garściami. Dlaczego tego nie robimy?
Obserwując geopolitykę Stanów Zjednoczonych, nie powinniśmy nawet przypuszczać, że nie broniłyby one Europy przed obcymi wpływami, a już szczególnie przed wpływem Rosji. Ameryka zrobi wszystko, by Europa pozostała pod jej militarno-ekonomicznym parasolem. Europa to największy ekonomiczny klejnot w koronie imperium amerykańskiego i największy rynek zbytu amerykańskiego gazu, ropy i uzbrojenia. Gdyby Europa, której brakuje surowców, zaczęła kupować je tanio i bez ograniczeń z Rosji, mogłaby zbudować potęgę ekonomiczną silniejszą od USA. Do tego USA nie chcą dopuścić.
Stany Zjednoczone, żeby nie oddać małego Wietnamu pod wpływy Rosji i Chin, rozpętały wojnę, w której straciło życie prawie 60 tys. ich obywateli. To do jakich poświęceń i wojen gotowa jest Ameryka, by nie oddać Europy pod wpływy Rosji? Nie po to Ameryka opanowała część Europy w 1945 r., a potem, po 1990 r., resztę – by ją teraz zostawiać samej sobie lub komuś innemu (…). USA nigdy nie wyjdą z NATO, bo poprzez NATO i swoje bazy wojskowe rozsiane po całym kontynencie kontrolują Europę.
Imperia zawsze, za wszelką cenę, bronią obszarów im podporządkowanych. Dlaczego o tych prostych rzeczach nikt do tej pory nie poinformował – przynajmniej szefów i najważniejszych członków – tych wszystkich ugrupowań i partii rządzących Polską po 1990 r.?
Celem USA, które ustami prezydenta Trumpa zaczęły straszyć Europę, że opuszczą NATO i zostawią ją „na pożarcie” Rosji, było zmuszenie Europy do zwiększenia zakupów broni; oczywiście w Ameryce. Produkcja broni to jeden z najbardziej dochodowych interesów na świecie, taka nafta sikająca z ziemi; jak we fragmencie wiersza na początku listu. No więc mamy „bujdę i grandę zwykłą”, że USA nie będą broniły Europy przed wpływem Rosji, za którą stoją setki, czy nawet tysiące, miliardów dolarów, które zarobi przemysł zbrojeniowy USA, sprzedając Europejczykom broń.
Skoro wiemy, że USA będą broniły Europę przed atakami, czy nawet tylko wpływami innych krajów, to po co my, Polacy, zwiększyliśmy wydatki na zbrojenia z 2 proc. do aż 5 proc. PKB? Przecież same USA wydają na swoje ministerstwo wojny tylko 3,4 proc. PKB. Korea Południowa, będąca de facto w stanie wojny z Koreą Północną, wydaje na obronność tylko 2,6 proc. PKB. Europejska średnia wydatków na zbrojenia (nie licząc Ukrainy i Rosji) to tylko 2,2 proc. PKB. Większość rządów w Europie zdaje sobie sprawę z polityki, którą prowadzą USA, i dlatego, pomimo presji zza oceanu, zwiększa swoje wydatki na zbrojenia tylko nieznacznie. Wszyscy w Europie wiedzą, że muszą jakieś urządzenia do zabijania od Amerykanów kupić, to je kupują, ale robią to z dużą rezerwą. To jest bardzo dobra polityka, którą my, w Polsce, też powinniśmy prowadzić.
Rządzący Polską (myślę tu i o KO, i o PiS) publicznie nazywają sami siebie wzorowymi sojusznikami USA. Przecież na takie ich dictum można się tylko uśmiechnąć z politowaniem. Są wzorowymi sojusznikami, bo wzięli „bujdę i grandę zwykłą” za fakt? Wygląda na to, że Polska jest jedynym, kompletnie naiwnym europejskim krajem, który uwierzył, że Ameryka może wycofać wojska z Europy i pozwolić Europie na nieograniczoną współpracę militarno-ekonomiczną z Rosją. Bo czym inaczej, jak nie naiwnością rządzących Polską polityków, można wytłumaczyć to, że w porównaniu z rokiem 2021 – 60 mld zł wydane na cele militarne – w 2026 wydamy na nie aż 200 mld zł.
W zeszłym roku w TVP wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski powiedział: „Największą polisą ubezpieczeniową Polski jest to, że właśnie możemy ponad 50 mld dolarów zainwestować w amerykańskich przedsiębiorstwach, które produkują uzbrojenie dla polskiego wojska”. Potem dodał: „Ameryka musi mieć zysk. Ameryce musi się opłacać”. A nam nie musi się opłacać, obywatelu Zgorzelski? Czy my musimy pożyczać setki miliardów dolarów i kupować za nie broń w USA, bo „Ameryka musi mieć zysk”? Jeśli aż tak szaleńczo proamerykańskie poglądy panują wśród ludzi na szczytach władzy, to nie dziwię się, że wydatkami na broń kupowaną w USA, i nie tylko, doprowadzają Polskę na skraj przepaści finansowej. 19 maja tego roku Zgorzelski, ponownie w „Pytaniu dnia” w TVP, powtórzył większość swoich „przemyśleń” na temat Ameryki. Pewnie nigdy nie przeczytał tego wiersza Tuwima. JULIAN STAŁGO
Kto zapłaci za aferę Zondacrypto?
„Kryptowybory”
Cudzysłów w tytule jest mój, ponieważ nie ja wymyśliłem tę zbitkę dwóch słów, ale komentatorzy zagraniczni, którzy analizowali przyszłe procesy wyborcze w USA i Europie po tym, o czym się pisze i mówi w kontekście naszej afery z kryptowalutą zwaną „aferą Zondacrypto”. A konkretnie, czy kryptowaluty jako takie będą miały wpływ na wyniki wyborów do obu izb parlamentu USA oraz w takich krajach Europy jak: Niemcy, Francja, Hiszpania, Włochy, Szwecja, a szczególnie na nasze parlamentarne wybory w przyszłym roku. Zapalnikiem do dyskusji m.in. w „El Pais”, „Le Figaro”, „Die Welt” stała się jawnie korupcyjna propozycja Trumpa: „Dam każdemu dorosłemu obywatelowi USA po 5 tys. dolarów za oddany głos”, niesugerująca, na kogo ma głosować, bo i po co, skoro on i jego rodzina na kryptowalutach zarobili już ok. 2 mld dolarów. Policzono, że gdyby to zrobił, to i tak mu zostanie niezła sumka „na waciki” do zmywania jego podstarzałej już buźki. Ale tego nie zrobi, bo to blef, na który dadzą się nabrać takie same tuzy posiadające umiejętności logicznego myślenia, jak wyborcy naszego (p)rezydenta.
Na Zachodzie już dywagują na temat kryptowalut, właśnie w kontekście wyborów, a konkretnie o tym, jakie kwoty mogą przeznaczyć na kampanie wyborcze, tak aby nie zostały wykryte przez organy ścigania i kontroli przepływu finansów – mimo (z wyjątkiem Polski) wprowadzonych już ograniczeń prawnych, ustawowych. Wiemy, w jaki sposób w USA CIA finansowała pod koniec XX w. „wybory” w krajach Afryki, Ameryki Środkowej i Południowej oraz Azji. Finanse pochodziły z nielegalnych źródeł, bo z handlu narkotykami, głównie wyrabianymi w Afganistanie. Teraz zamiast narkotyków – choć podobno niekoniecznie – są kryptowaluty, czyli olbrzymie piramidy finansowe z całą siecią internetową marketingu, reklamy tylko po to, aby naciągać jak najwięcej ciułaczy skuszonych szybkim, niebotycznym zyskiem. Kryptowaluty stały się największą na świecie pralnią brudnych pieniędzy i „będą miały już wpływ na wyniki wielu wyborów w wielu krajach na świecie” – jak napisano w jednym z zachodnich tygodników.
U nas zbyt późno zrozumiano (jak widać nie wszyscy), na czym polega cały ten mechanizm funkcjonowania kryptowalut. Cynizm (p)rezydenta i nieformalnego wice(p)rezydenta Boguckiego polega na tym, że kolejną, czwartą już, poprawką do ustawy regulującej chcą zmusić WSZYSTKICH Polaków do płacenia od szkodowań… ale z czego? Ze Skarbu Państwa, czyli od wszystkich, którzy pracują i płacą podatki, no i od tych, co mają jakiekolwiek kredyty. Czyli tak – ja się na kryptowalutach nie znam (bo tak jest), wiem, że to bardzo duże ryzyko, no to jak się nie znam, to moja wina, moja strata i muszę zapłacić za to karę i pokryć straty tego, który dał się nabrać, mimo że się na tym zna. Paranoja!
A tymczasem Rosja, pierwszy lub drugi (nie wiem) obok USA udziałowiec kryptowalut światowych, wzięła się do ataków na przejścia graniczne Mołdawii, Rumunii, a także już na nasze. Zaczęli od Mołdawii i Rumunii, bo przez nasze obecnie nie przechodzi znaczący tranzyt produktów rolnych po tym, co się stało w 2023 r. ze znanym „zbożem technicznym”, na którym do dziś nie wiemy, kto się obłowił i czy czasem kasy nie ulokował w kryptowalutach. Przez nasze przejścia graniczne idzie za to „cała” pomoc wojskowa, niestety, już coraz mniejsza. Ale przekaz naszych PiSoKonfederuSSkich trolli jest taki: „Ukraina jest zła, a Rosja to ta dobra, która walczy z banderyzmem”. Ale, niestety, nie da się już zwalić na Ukrainę tego, co się stało 13 września br., a więc na cztery dni przed rocznicą napaści Rosji na Polskę w 1939 r. Rosyjski dron uderzył w lokomotywę pociągu towarowego z pustymi cysternami (podali tak Ukraińcy) już 2 km przed granicą. Wcześniej nieco drugi dron uderzył w ciężarówkę dojeżdżającą na stację benzynową po stronie ukraińskiej na drogowym przejściu granicznym w Dorohusku. Nie będę się pastwił nad dziennikarką TVN24, która zadała pytanie: „Zawyły syreny, czy ludzie wiedzą, co mają robić?”. Niby zasadne, ale ja bym odwrócił – a co wy, jako stacja, zrobiliście, aby ludziom tłumaczyć, uczyć, podawać przykłady, co i jak robić? Bardzo niewiele, a już widzę tę nagonkę, gdyby syreny nie zawyły. Jakież to nasze i tylko nasze. Szukanie dziury w całym, aby dowalić, dokopać i koniecznie znaleźć winnego – czegokolwiek. Oby, zamiast kryptowyborów za rok, nie były u nas wybory krypt, niekoniecznie murowanych na pochówki. Czy tu też będą spory? JAN K.
Niewidoczne sygnały ostrzegawcze
Śmiertelne przejazdy
Obserwujemy w ostatnim czasie zastraszającą serię wypadków na przejazdach kolejowych, choć można powiedzieć, że seria ta trwa już od wielu lat. Instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo, takie jak zarządy dróg czy kolej państwowa, nie bardzo wiedzą, jak poprawić te przykre statystyki. Proponuję zrobić tzw. burzę mózgów, co często jest pomocne w rozwiązywaniu nierozwiązanych od wielu lat problemów. Sygnalizacja świetlna (czerwone lampy), umieszczona przed przejazdami i na szlabanach, jest często niewystarczająco widoczna, szczególnie latem, w dni słoneczne i przy dużym zagęszczeniu zieleni. Lampy sygnalizacji mają średnicę kilkunastu centymetrów i nie zawsze świecą ostrym czerwonym światłem, takim, by nawet lekko zmęczony kierowca w porę je zauważył.
Moja propozycja w tym koszyku burzy mózgów jest taka: powiększmy średnicę i moc światła tych lamp, a może nawet pierwsze z nich ustawmy przed krzyżami Świętego Andrzeja. Nawet jeżeli jest to niezgodne z przepisami drogowymi, a może poprawić bezpieczeństwo, nie należy się zastanawiać. Często proste i tanie rozwiązania są bardzo skuteczne, a być może wielu kierowców i pieszych ma swoje propozycje. Nie ma na co czekać, bo za dzień czy dwa ponownie zobaczymy na ekranach telewizorów samochód przeciągany przez lokomotywę. ANDRZEJ JANIEC
Jasno i sprawiedliwie!
Mapa płac
Jako 88-letni już czytelnik ANGORY, w tym listów czytelników, postanowiłem powrócić do tematu, którym zajmowałem się od końca lat 80. XX w. i który mnie cały czas interesuje.
Temat pracy i płacy za nią był i będzie zawsze aktualny, a ostatnie doniesienia, o których też jest wiele na łamach tygodnika, spowodowały, że jako aktywny działacz w Stowarzyszeniach Naukowo-Technicznych oraz w Związku Zawodowym Inżynierowi Techników do 2012 roku (wiceprzewodniczący przez dwie kadencje) interesowałem się sprawą. W przełomowych latach 90. (…) zajmowałem się kwestią wynagradzania, w tym szczególnie kadr technicznych oraz poziomami zarobków, jakie ukształtowały się po zmianach lat 80.
Pomysłem tak zwanej mapy płac usiłowałem zainteresować władze oraz środowiska związków. Różnie z tym było, np. OPZZ było zainteresowane, a „Solidarność” raczej negatywnie podchodziła do systemu porządkowania. W moim zakładzie pracy system mapy znalazł rozwiązanie pozytywne.
Partie polityczne raczej tym rozwiązaniem nie są zainteresowane, bo jest tu ograniczenie gry o poparcie i zdobywanie elektoratu, ale (…).
Nagłośniony ostatnio w mediach temat zarobków lekarzy pokazuje, jak wygląda system dochodów poszczególnych grup zawodowych. Nie zawsze jest on związany z określoną pracą, wykształceniem, odpowiedzialnością czy potrzebami na rynku. I nie dotyczy to wyłącznie służby zdrowia.
Brak jakiegoś systemu, który określiłby zasady czy ramy, w jakich powinny kształtować się zarobki w sposób względnie uczciwy.
Kapitalizm czy komunizm, socjalizm, liberalizm czy jakikolwiek inny system polityczny czy społeczny powinien być sprawiedliwy i gwarantować uporządkowanie tego tematu, zamiast często brutalnej pogoni za kasą.
Moja propozycja to mapa płac, którą mógłby stworzyć zespół składający się z ludzi nauki, praktyków oraz związkowców. Chodzi o zestawienie poszczególnych prac z określeniem ich poziomu w stosunku do przyjętego jako zerowy czy startowy, np. od 1 – 10. Nie uwzględniając aktualnej sytuacji kwotowej, za jeden przyjąć płacę minimalną ustaloną przez władze lub średnią krajową (trudniejsze). System początkowo do wprowadzenia w grupie jednostek państwowych budżetowych, ale docelowo do przyjęcia też przez pozostałe jednostki gospodarki.
Dzisiaj poziomy płac często kształtuje chwilowa potrzeba zatrudnienia czy obawa przed przyjazdem np. do stolicy górników z kilofami czy też pojawienia się traktorów na ulicach bądź zatrzymania komunikacji czy nauczania.
Politycy często ulegają takim naciskom, jak też stosują wybiórcze regulacje dla celów uzyskania poparcia określonych grup społeczeństwa, co tworzy niesprawiedliwość oraz bałagan.
Wprowadzenie systemu może początkowo zaburzyć rynek, niektórzy będą uważać się za pokrzywdzonych, ale coś z istniejącym bałaganem należy zrobić. Politycy mogą być przerażeni, że utracą poparcie wyborców, którym już nie będą mogli obiecywać, że jak uzyskają władzę, to…
Na temat klasy politycznej już dużo w ANGORZE pisano – zawsze będzie gra o władzę i kasę (…). Od lat temat jest mi bliski, a system mapy wprowadzono w jednym z dużych warszawskich zakładów w 1995 roku z pozytywnym wynikiem.
Jak w takiej MAPIE ustawić poziom płac np. w państwowej służbie zdrowia, uważając, że lekarz – absolwent państwowej uczelni, którego studia finansowało społeczeństwo – powinien 5 lat pracować w niej, zanim zacznie kombinacje zawodowo-finansowe (…).
Załączam przykładowe zestawienie propozycji funkcji/zawodów oraz poziomów płac. Wymaga to szczegółowego opracowania przez ekspertów i zrozumienia przez polityków myślących przyszłościowo, a nie tylko o bieżącym popieraniu swojego ugrupowania i kupowaniu nowych wyborców różnymi obietnicami, jak dorwą się do władzy.
A oto konkrety propozycji (według grup płacowych).
Prezydent, premier 9 – 10, marszałkowie Sejmu i Senatu 7 – 8, wicepremierzy, ministrowie i wiceministrowie rządu 6 – 7, posłowie i senatorowie 5 – 6 (wystarczy!).
Dyrektorzy departamentów wydziałów ministerstw i urzędów centralnych, prezydenci wielkich miast 4 – 5, doradcy prezydenta (nie ministrowie) i premiera 5, prezydenci miast, burmistrzowie, wojewodowie 4. Szczebel urzędniczy jednostek centralnych 3 – 4. Dyrektorzy szpitali i ordynatorzy-specjaliści 4 – 6, profesorowie naukowcy z wybitnymi osiągnięciami 7 – 8, lekarze specjaliści z tytułem doktora nauk 5 – 6, lekarze specjaliści – szpital/ przychodnia 4 – 5, inni lekarze i farmaceuci 3 – 4, ratownicy medyczni 3 – 4, pielęgniarki dyplomowane i z tytułem magistra 3 – 4, pielęgniarki i personel pomocniczy 2 – 3. Sędziowie SN i TK 7 – 8, sędziowie niższych szczebli 5 – 6, prokuratorzy 5 – 6, asesorzy sądowi 3 – 4, adwokaci z urzędu 3 – 4, szczebel urzędniczy sądów 2 – 3.
Edukacja: profesor, dr hab. – instytuty i uczelnie wyższe 5 – 7;
Pozostali wykładowcy uczelni 4 – 5;
Nauczyciele szkół średnich 3 – 4;
podstawowych ok. 3;
Dalej: policja i inne służby np. więziennictwo, straż pożarna i wojsko (tu preferencje tworzy kolejna zmiana władzy – ochrona!). Stopnie najwyższe, poziom generalski – maks. 7 – 8. DARIUSZ JANIAK, Warszawa