Dziewczynka przeżyła. Ma na imię Wiktoria. Życie zawdzięcza przypadkowym przechodniom i ich determinacji. Policjanci szybko ustalili, kto może być matką porzuconego noworodka. Już następnego dnia Ewelina P. została zatrzymana. Jej proces rozpoczął się kilka miesięcy później.
Ekspresowa akcja
Po odczytaniu aktu oskarżenia Ewelina P. przyznała się do zarzucanego jej czynu, ale odmówiła składania wyjaśnień. Zapowiedziała, że będzie odpowiadała tylko na pytania swojego obrońcy. Wobec takiego stanowiska sąd odczytał protokoły jej przesłuchań ze śledztwa:
– Nie wiedziałam, że jestem w ciąży. Tamtego dnia byłam cały dzień w pracy. Od 5.30 do godziny 16. Po pracy pojechałam do domu dziecka. Bolał mnie brzuch. Myślałam, że będę miała okres. Zachciało mi się siku. Poszłam za budkę zrobić siku. Ukucnęłam i wtedy zobaczyłam nóżki. Pomyślałam: „O cholera!”. Starszą córkę też rodziłam parę minut. Tu też trwało to 3 – 4 minuty. Ekspresowa akcja. Zapakowałam dziecko do torby, powiedziałam do niej: „Przepraszam, że to robię”, i odłożyłam tę torbę. Nie wiem, co mi strzeliło do łba. Śni mi się to teraz po nocach. Nic nikomu nie powiedziałam. Miałam nadzieję, że ktoś to dziecko uratuje. Byłam wtedy trzeźwa. Nie wiem, co mną kierowało. Wiem, że mogłam oddać dziecko do adopcji.
Subskrybuj