Gdy usiedliśmy na krzesełkach Narodowego, już wiedziałem, że moja ocena była z gruntu błędna. Pośród 65 tysięcy ludzi, którzy w piątkowy wieczór 4 września znaleźli się na stadionie, dzieci było niewiele, za to nieprzebrany tłum nastolatków, ich rodziców i dziadków. Gdy tylko piosenkarka zaczęła śpiewać, tłum na widowni i płycie stadionu do niej dołączył… Wiele piosenek śpiewano razem, na ile pozwoliła trudna akustyka Narodowego, ale i tu miłe zaskoczenie: dźwięk był mocny, czysty i czytelny. Można było zrozumieć słowa piosenek, słyszało się poszczególne instrumenty i efekty dźwiękowe.
Sanah sprawia wrażenie studentki, a może nawet radosnej nastolatki, której niekłamaną przyjemność sprawia dobra muzyka i muzykowanie. To kolejny fenomen Zuzanny Grabowskiej, jak brzmi nazwisko artystki, dyplomowanej absolwentki Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina (gra na skrzypcach i fortepianie), która osiągnęła wszystko, by być muzą zblazowaną, kwaśną i niedocenianą. Tymczasem 29-letnia piosenkarka stanęła u progu wyjątkowej kariery, której kilkuset dowolnie wybranych z jej pokolenia kolegów i koleżanek z Okólnika (tu mieści się stołeczny Uniwersytet Muzyczny) może tylko pozazdrościć.
Koncert w Warszawie był finałem rocznej trasy Sanah, która wystąpiła na stadionach w Gdańsku, Poznaniu, Białymstoku i Krakowie. Bilety wykupiło 400 tysięcy fanów! Sanah to jedyna polska piosenkarka, która Narodowy wypełniła (Nic dwa razy się nie zdarza?) czterokrotnie! Mistrzyni! Po włosku: Maestra!
Subskrybuj