Dla Pana dyrektora Sławomira Pietrasa
W każdym tygodniu z zainteresowaniem czytam Pana felietony o artystach. W moich zbiorach znajduje się zdjęcie – portret (?) artysty lwowskiego Pana Michała Hołyńskiego. Jest to pamiątka po moim nieżyjącym już teściu. Panowie byli przyjaciółmi. Mój nieżyjący teść był wielkim miłośnikiem muzyki, artystów. Do wojny obaj mieszkali we Lwowie.
Nie mam komu przekazać tego zdjęcia – liczę więc, że może Pan wykorzysta je w swojej działalności. Przepraszam, że ośmieliłam się do Pana napisać, ale może to czemuś się przysłuży. Łączę pozdrowienia STANISŁAWA PACHOLE

– na pamiątkę po moim powrocie z Berlina
Michał Hołyński, Lwów, 15 czerwca 1927
Wszyscy płacimy za prezydenckie weta
Trzeciej możliwości nie ma
Lokator z pałacu pan Karol Nawrocki w ciągu roku urzędowania zawetował 41 ustaw! Panowie Kwaśniewski i Duda zrobili to, odpowiednio, 35 i 19 razy (przez 10 lat każdy). Trzeba policzyć, czy nie jest to więcej niż Brandenburgia i Prusy zerwały Sejmów I RP. Wetując, p. Nawrocki powołuje się na Konstytucję, źle przygotowane ustawy, „tradycyjne wartości” itd. Fakt, Sejm IV RP nie tworzy idealnego prawa. Ale żeby aż tak?
Problem polega na czymś innym. Pan Nawrocki wetuje jak leci, nie ponosząc przy tym żadnej odpowiedzialności. Wetuje i już. Ponieważ ciągle mówi (tylko mówi) o „obyczajności”, to niech się odważy i powie to publicznie i głośno: Wetując, za nic NIE ODPOWIADAM!
Ale za weta pana Nawrockiego ktoś jednak odpowiada! To ci na dole: zwykli, szarzy obywatele, których nie obchodzą jego poglądy polityczne i religijne. Bo to nie pana Nawrockiego okradli na kryptowalutach prawicowi cwaniacy (część to jego znajomi); to nie on ma gorszy system rozliczania się z podatków; to nie on stracił na zablokowaniu np. „wiatraków”; to nie Karol Nawrocki ma różne utrudnienia prawne itp. Jednocześnie udaje on obrońcę praworządności i moralności, choć wiele zdarzeń z jego przeszłości temu przeczy.
Jest wiele zarzutów do pana Andrzeja Dudy. Ale moralno-etycznych mu nie stawiano. I głosy miał policzone dokładnie, bez żadnych wątpliwości. Pan Nawrocki udaje przed milionami zwykłych obywateli IV RP „cnotliwą panienkę”, choć większość tych ustaw zablokował, by dokopać „premierowi z Danzig” (a sam niby skąd?) i niewłaściwemu rządowi.
Ale, w przeciwieństwie do dawnych magnatów (świeckich i kościelnych), zrywających sejmy za swoje lub obce, pan Nawrocki robi to za państwowe, za NASZE, za pieniądze podatników, w tym i tych, którzy na niego nie głosowali. Do tego dochodzą koszty społeczne, ludzkie. Gra przed społeczeństwem wielkiego, odpowiedzialnego polityka. Ale te 41 wet temu przeczy. Tak naprawdę pan Nawrocki działa dla określonego obozu politycznego i oszukuje kilkadziesiąt milionów ludzi! Nawet PSL już do siebie zraził. To wielki błąd. Może się uśmiechać, poklepywać z kumplami, pouczać ex cathedra opozycjonistów lub dążyć, by być Trumpem bis IV RP, ale nie zmieni to faktu, że po prostu źle pełni swój urząd. Bo, jak mawiała moja matematyczka z ogólniaka, pani profesor Kalinowska „Kalińcia” („Pinokio” Morawiecki mógł ją znać): Tertium non datur – Trzeciej możliwości nie ma. Czyli: nie można zarobić „bitcoina” i nadal być dziewicą. Nawet w polityce. PIOTR
Ludzie zaczynają się bać już we wszystkich rejonach świata
Prowokacyjna zawierucha
Sierpniowe wakacje dla polityków, nie tylko naszych, wcale nie przyniosły odpoczynku od wielkiej polityki światowej i naszej, krajowej. Wakacyjne wydarzenia, nawet te nasze krajowe, mają jeden wspólny mianownik – Stany Zjednoczone. Awanturnicza robota politycznego chuligana D. Trumpa wraz z jego otoczeniem tak rozedrgała światowy porządek, że ludzie zaczynają się już bać o siebie i swoich bliskich we wszystkich rejonach świata.
Jednak jeśli ktoś myśli, że nas to nie dotyczy, bo jesteśmy „silni, zwarci i gotowi” i „nie oddamy ani jednego guzika”, to jest w błędzie. Nas, w Europie, dotyczy najbardziej, mimo że mamy tu wojsko z USA. Mamy, ale co z tego? Obronią nas? Oczywiście, że nie, mimo wylądowania na 4 godziny szefa CIA w Moskwie we wtorek 25 sierpnia. Ale za to w sobotę 29 sierpnia minęło równo 100 dni od nerwowo wyczekiwanej (i prezentowanej dla uspokojenia nas) wiadomości, że do Polski dotrze dodatkowo 5 tys. żołnierzy USA – by nagle, bez podania przyczyn i wyjaśnienia, wycofać rotację brygady pancernej ze sprzętem w liczbie ok. 4 tys. żołnierzy.
Wyjechali, nowi nie przybyli i dłuuugo jeszcze nie przybędą. Dlaczego? Bo nasi szykują miejsca – jeszcze nie wiadomo gdzie – na stałą bazę i to jak najdalej od Bugu. No i blisko lotniska, aby zdążyli czmychnąć z rodzinami w razie czego. Nawet MON nie wie, ilu tak naprawdę wojaków zza oceanu u nas jest.
Na pocieszenie mamy za to aż dwa polsko-amerykańskie akcenty. Pierwszy taki, że w Poznaniu wysuniętą częścią V Korpusu US Army (Wojska Lądowe) dowodzi teraz nasz rodak, zastępca gen. dyw. Piotr Trytek. Dowodził nim trzygwiazdkowy gen. Charles Costanza, ale go odwołali i innego nie przysłali. Generał Costanza nie wdawał się w politykę, bo robił swoje, by zapewnić gotowość do walki „dziś wieczorem”, zgodnie z wytycznymi i tradycją Wojsk Lądowych US Army. Ma to związek z redukcją armii USA w Europie i kto wie, czy „europejski” korpus za chwilę nie stanie się dywizją dla generała dwugwiazdkowego. Drugi akcent to powstająca nasza nowa 18. Dywizja. Ma już czołgi Abrams i HIMARS-y, ale strukturę sztabu tej dywizji w 100 proc. taką jak w USA i za cholerę niepasującą do naszych tradycji i realiów w dowodzeniu.
A dlaczego tak zmniejszają rangę dowódców i ilość wojska w Europie? Bo według ministra wojny USA, znaczenie Wojsk Lądowych spadło. Sądzą, że dalekie uderzenia rakietowe, samolotami i dronami załatwią sprawę w każdej wojnie tu, teraz i w przyszłości. Wojska Lądowe nie mają już (według nich) takiego znaczenia jak kiedyś, więc trzeba je zredukować do bliżej nieokreślonego minimum. Rakietę PAC-3 do Patriotów USA produkują w ilości… 20 sztuk na miesiąc, to trzeba coś zredukować i pomóc Putinowi odbić to, co Rosja utraciła. Co innego Chiny, Rosja i Korea Północna. Ich strategia jest odmienna: „Tam, gdzie stopa naszego piechura, tam nasze terytorium”. Na ukraińskim froncie już jest 200 operatorów dronów z Korei Płn., a niebawem będzie wzmocnienie w ludziach tylko po to, aby ci, co przeżyją, mogli szkolić wojsko u siebie i przygotowywać się do zajęcia Korei Południowej.
Szef CIA nie rozmawiał z Putinem, ale z jego ludźmi. Pytanie: Czy przekażą mu wszystko, o czym rozmawiano? (…). Jeśli Putin faktycznie zrezygnuje z planu jakiejś grubej prowokacji na któryś z krajów nadbałtyckich, to nie znaczy, że zrezygnuje z dywersji, sabotażu i wspierania antyeuropejskich partii w całej Europie, w tym i u nas. Putin będzie nadal prowokował i nękał ludność cywilną Ukrainy. Gdyby jednak coś się stało i Ukraina padła, to razem z nią podda się Mołdawia, bo nikt jej nie pomoże.
A skąd taki mój wniosek? W Rosji szkoli się teraz (podobno) prawie milion operatorów dronów. Produkcja dronów prymitywnych idzie tam pełną parą. Kiedyś jeden karabin przypadał u nich na siedmiu sołdatów, teraz tych siedmiu sołdatów ma zastąpić jeden dron obsługiwany przez jednego sołdata. Ot, i cała „strategia” Rosji. K.J.
Jak uciec od polityki
Żyć własnym życiem…
Za rok wybory parlamentarne. Z wypowiedzi Czytelników wynika, że poziom związanych z tym emocji już dziś jest wysoki. Aż strach się bać, co będzie, gdy kampania obiecywania gruszek na wierzbie na dobre się rozkręci. Urodziłem się w czasach PRL-u, gdy bombardowano naród propagandą mijającą się z rzeczywistością.
Po 1989 roku tzw. klasa polityczna z roku na rok coraz bardziej zadłuża Polskę i dzieli społeczeństwo, więc straciła u mnie wiarygodność. W związku z tym staram się ograniczać korzystanie z mediów i chwalę to sobie, bo czuję, że żyję własnym życiem. W centrum mojej uwagi od kilkunastu lat nie są politycy, lecz zwykli ludzie. Najważniejsza dla mnie jest rodzina i wspólne realizowanie niektórych celów. Mam dwójkę wnucząt i chcę z nimi zdobyć koronę gór polskich (28 szczytów). Na razie mamy na koncie trzy: Wielką Sowę, Szczeliniec Wielki i Biskupią Kopę, ale za 3 – 4 lata powinniśmy dopiąć swego.
Gdy jestem na szlaku, najistotniejsza jest natura, a nie status społeczny mijanych ludzi. Piękno przyrody, szczególnie w miesiącach wiosennych i letnich, jest niesamowite. Zieleń łąk i drzew, gatunkowa różnorodność kwiatów, ukształtowanie terenu itp. wyciszają mnie. I uświadamiają, że człowiek z całą swoją cywilizacją techniczną to tylko okamgnienie w historii Ziemi, która istnieje od ponad 4 mld lat.
Cóż, zawsze jest coś za coś. Możliwość podziwiania krajobrazów w Karpatach i Sudetach kosztowała mnie drobne otarcia stóp, ale satysfakcja była niewspółmiernie większa. Internet przybliża historię gór i ułatwia poruszanie się po trasach. A jeśli ktoś nie chce lub nie może chodzić po górach, to z pewnością może obejrzeć w internecie podcasty związane z turystyką górską. Polecam! Może ta tematyka wciągnie niektórych Czytelników ANGORY? MIROSŁAW z KLUCZBORKA
Prawo czy obowiązek?
Opieka naprzemienna
Nareszcie! Najbardziej prawicowa polska partia, orędowniczka tradycyjnego podziału ról społecznych kobiety i mężczyzny w rodzinie, czyli Konfederacja Wolność i Niepodległość, wniosła do Sejmu najbardziej lewicowy projekt zmian w ustawie Kodeks rodzinny i opiekuńczy – wprowadzenie pieczy współdzielonej, czyli opieki naprzemiennej. Domaga się de facto, żeby tatusiowie obiboki zaczęli wreszcie zajmować się swoimi dziećmi, chociaż impulsem był sprzeciw organizacji ojcowskich wobec rutynowego przyznawania prawa do opieki nad małoletnimi dziećmi matce, interpretowanego jako ograniczanie ojcu przynależnych mu praw rodzicielskich, niezapewnienie wystarczającego kontaktu z dzieckiem i wpływu na jego wychowanie.
Brawo! Jestem za! Tyle że mentalność męska w Polsce pozostawia wiele do życzenia. Dlaczego „praw”? Najwyższy czas, żeby opieka ojcowska zaczęła być traktowana nie jako „prawo”, ale jako równy matczynej opiece rodzicielski „obowiązek”.
Oczekiwałabym, że w uzasadnieniu konfederaci, zamiast opierać się na wyrywkowych badaniach z innych państw i dotyczących głównie samopoczucia dzieci, najpierw ustalą, jaki odsetek polskich tatusiów, w tym tych notorycznie zalegających z alimentami, ma warunki i jest chętny do sześciu miesięcy pełnej opieki nad dzieckiem w ciągu roku. Bo rozumiem, że jak już się Panowie domagają, to po równo. Tylko… czy nie skończy się mit skrzywdzonego tatusia, a stworzy mit objuczonego obowiązkami?
Opiekę naprzemienną popiera minister sprawiedliwości, widząc w tym rozwiązanie problemów ze ściągalnością alimentów. W artykule „Twarze alimenciarza” (ANGORA nr 31) komornik sądowy Robert Damski stwierdza: „96 proc. dłużników alimentacyjnych to mężczyźni, skuteczność egzekucji – około 20 proc. Nie płacą nawet ci, co mają bardzo dobrą sytuację materialną, bo eksżona wyda na fryzjera”. Problem niepłaconych alimentów to wstyd polskiego systemu społecznego i wrzód na d***e systemu sprawiedliwości. Opieka naprzemienna jest na to superlekiem. Alimentów nie trzeba będzie zasądzać, bo rodzice po równo poniosą koszty. 800 plus podzieli się po połowie. Problem nieściągalności alimentów zniknie samoistnie. Rodzice niech sami się między sobą użerają, co, który, kiedy i za ile ma dziecku kupić lub opłacić. No, Panowie Prawotwórcy, świetny pomysł na rozwiązanie problemu!
Ale, póki co… Szanowni Tatusiowie, jeżeli naprawdę kochacie swoje dzieci, pokażcie to w praktyce. Zobowiążcie się, że będziecie regularnie przez cały rok, co drugi tydzień, odwozić rano dziecko do szkoły. Raz w tygodniu zawieźcie je na zajęcia pozalekcyjne, po których podajcie mu zdrowy, domowy obiad, a potem odróbcie z nim lekcje. Jeśli wychowujecie dziecko w wierze, co drugą niedzielę pójdźcie z nim na mszę. Bądźcie w tym systematyczni i odpowiedzialni. Jak się sprawdzicie, sąd z pewnością taki zakres opieki wam przyzna, a matka z radością się do tego przychyli. Ja, jako rozwiedziona, niegdyś obciążona całodobową, całoroczną opieką samotna matka małoletniego dziecka byłabym przeszczęśliwa, gdybym mogła mieć jedno popołudnie w tygodniu tylko dla siebie. Nareszcie złapałabym oddech. Miałabym czas na spotkanie ze znajomymi, kino, spokojne zakupy czy zwykły relaks z książką.
Tylko, broń Boże, niech wam nie przyjdzie do głowy wyprowadzić się do innego powiatu, bo zgodnie z art. 96 waszego projektu: „Zmiana miejsca zamieszkania (…) na miejsce zamieszkania w innym powiecie (…) bez wymaganej zgody drugiego z rodziców lub sądu opiekuńczego, stanowi nadużycie władzy rodzicielskiej”. I dalej, zgodnie z projektem stanowi przesłankę do pozbawienia władzy rodzicielskiej. I tu uważajcie, bo chyba wpadacie we własne sidła! MATKA
Pielgrzymujmy drożej, ale bezpieczniej
Noc jest do spania!
– Noc jest do spania! – powiedziała mi ostro pewna kioskarka (były wtedy jeszcze w Polsce kioski), kiedy jej się zwierzyłem, że być może będę na emeryturze dorabiał jako ochroniarz na pobliskim parkingu, także po nocach. Myślą tej zacnej kobiety chcę zainspirować organizatorów zagranicznych wycieczek i pielgrzymek autokarowych.
W chwili gdy piszę ten list, wiem tylko, że kierowca wszystkim wiadomego autokaru, w którym zginęło 12 osób, a byli też ranni, został na Węgrzech aresztowany i grozi mu kara do 20 lat więzienia! Być może sprawę przejmie prokuratura w Polsce.
Może tak poczytne czasopismo jak „Angora” rozpoczęłoby prasową akcję na rzecz rezygnacji przez biura podróży i wszelkich w ogóle organizatorów wycieczek czy pielgrzymek z wielogodzinnych nocnych dojazdów i powrotów autokarami?! Bo nawet najbardziej zgodny z przepisami „wypoczynek” zmieniających się w drodze kierowców to fikcja!
Trzeba by korzystać wyłącznie z samolotów lub obowiązkowo zapewniać uczestnikom wycieczki, a zwłaszcza kierowcom, noclegi w hotelach! Tak, byłoby drożej, może nawet znacznie, ale nie byłoby śmierci na drogach! I życiowych tragedii mających odpowiadać z paragrafów o „winie nieumyślnej”. A i tak naznaczonych traumą – może do końca życia!
Kiedyś jechaliśmy z synem autokarem całą noc do Legolandu, potem cały dzień tam i znów powrót nocą. Jakoś się nie bałem.
Głupi byłem! ALEKSANDER BUKOWIECKI
Polityka szoruje po dnie
Najniższy pokład
Rozpoczyna się rozprowadzanie w wyścigu polityków i ich partyjek przed finiszem – dniem wyborów parlamentarnych w 2027 r. Kto na kogo odda głos? W sierpniu br. K. Nawrocki liczy na młodzież, z którą rozmawiał i obłaskawiał w Juracie; D. Tusk – na demokratów i zdroworozsądkowców werbowanych m.in. na Campusie Polska Przyszłości w Olsztynie; J. Kaczyński – liczy na tych, których zdoła przestraszyć „niemiecką agendą Tuska” i „zagrożeniem niepodległości reformami Unii Europejskiej”, o czym było na konwencji programowej w Warszawie.
Nasila się prymitywizm polityczny z szorującym po dnie poziomem kultury, z chwytami poniżej pasa żerującymi na emocjach i uprzedzeniach. W poszukiwaniu wyborców bliskich tego poziomu niejeden członek PiS twierdzi, że D.Tusk robi skok na demokratyczne państwo prawa. PiS robi wodę z mózgów wyborców tworzeniem zwojów niepamięci. 1) z grzechu pierworodnego, jakim było przeniesienie prawa wyboru 15 sędziów KRS ze Zgromadzeń Sędziowskich (idea z 1981 r.) pod kuratelę aparatu partyjnego, a tym samym przywrócenie zasady PRL-owskiej – zależności wymiaru sprawiedliwości; 2) z odmowy prawa do zaprzysiężenia trzem sędziom Trybunału Konstytucyjnego w 2015 r.
Tylko zwolennicy życia na krawędzi, bezprawia lub różnej maści przestępcy uwierzą „swojemu” K. Nawrockiemu, że ma rację, nie przyjmując, jak Andrzej D., ślubowania od grupy sędziów TK. Przecież to jest takie peerelowskie – doje..ć rządzącym (…).
Wiktor Hugo w powieści „Nędznicy” zauważył, że:
„Pod każdą społecznością ludzką kryje się coś, co w teatrze nazywa się najniższym pokładem”. Nadchodzi więc jego czas – czas agresji słownej i hejtu, dominacji obraźliwej retoryki, tworzenia teorii spiskowych i dyskredytowania zamiast wymiany argumentów. Nastąpi mobilizacja wyborców prezentujących lustrzane odbicia swoich prawicowych idoli: „szaławiłów, włóczykijów, pędziwiatrów złych”, prowadzących politykę prostą, niemal prostacką, jak osiem lat ich rządów. Nadchodzi czas redaktorów widzących jedynie krew, karmiących swoich odbiorców przekazem zła, bo to ponoć ludzi ciekawi. Debaty telewizyjne z grupami polityków będą niemal bójkami w klatkach. Dlaczego mamy słaby przekaz o uzysku Polski i Polaków z przynależności do Unii Europejskiej? Dlaczego pokolenie XXI wieku słabo zna marzenia swoich rodziców i dziadków (77,45 proc. głosowało na „tak” w referendum akcesyjnym), spełnione w dniu 1 maja 2004 r.? Dlaczego dziś blisko 3 mln Polaków chce zamknąć się jak zakonny w klasztorze z G. Braunem i podporządkować swoje życie etyce i nauce Kościoła Katolickiego, rezygnując z wolności handlu i podróżowania po Unii Europejskiej, zaprzeczając zbrodniom nazistowskim? Dlaczego ok. 4,5 mln Polaków wierzy S. Mentzenowi w to, że można, podpisując 11 traktatów (aspirując do UE lub będąc jej członkiem), podejmować samodzielne (jako państwo) decyzje bez względu na art. 92 Konstytucji RP i otoczenie międzynarodowe? Przysięgam, że mnie – demokracie, tak jak S. Mentzenowi – „…marzy się silna, dumna, bogata i bezpieczna Polska”, niejako mlekiem i miodem płynąca. Ale w przeciwieństwie do wyborców Konfederacji wiem, że nie można zjeść ciastka i mieć ciastka. Janusz G.