Niegłosujący pójdą do piekła
Podczas finałowego przemówienia na konwencji w Dallas Donald Trump apelował do swoich zwolenników, by zobowiązali się do udziału w listopadowych wyborach połówkowych. Prezydent USA sam wezwał ich do powtórzenia deklaracji, w której obiecywali, że pójdą zagłosować. Trump podkreślał przy tym, że osoby rezygnujące z udziału w wyborach czeka – jak stwierdził – „piekło”.
Trump przekonywał, że Republikanie odniosą zwycięstwo nad – jak określał swoich przeciwników – komunistami, radykalną lewicą, ekstremistami, fanatykami oraz przestępcami, którzy jego zdaniem dążą do zniszczenia Stanów Zjednoczonych.
Wystąpienie Trumpa, zakończone koncertem śpiewaka operowego Christophera Macchio, w dużej mierze powielało wątki poruszane przez prezydenta dzień wcześniej. Wśród nich znalazła się zapowiedź wypłaty po 5 tys. dolarów każdemu dorosłemu Amerykaninowi, jeśli jego partia odniesie zwycięstwo wyborcze. Trump już wcześniej przedstawiał podobne koncepcje bezpośrednich wypłat dla obywateli, jednak dotąd nie zostały one zrealizowane. Ich wprowadzenie wymagałoby bowiem zgody Kongresu, w którym pomysł ten spotyka się z dużym sceptycyzmem.
„Trumpaloza”
Przed Donaldem Trumpem na scenie pojawili się w środę m.in. sekretarz zdrowia Robert F. Kennedy Jr., syn prezydenta Donald Trump Jr. oraz wiceprezydent J.D. Vance. Sama konwencja nie przyciągnęła jednak dużej liczby uczestników. Wielu kandydatów Republikanów startujących w najbardziej wyrównanych wyścigach wyborczych zrezygnowało z udziału w wydarzeniu i pozostało w swoich okręgach, koncentrując się na prowadzeniu kampanii. Wpływ na ich decyzje miała m.in. wysoka opłata za udział w konwencji, wynosząca 25 tys. dolarów, a także wyjątkowo niskie poparcie dla prezydenta.
Większość sondaży wskazuje, że Trump cieszy się poparciem niespełna 40 proc. wyborców. Według badania Ipsos przeprowadzonego dla agencji Reutera odsetek ten wynosi zaledwie 32 proc. Mimo słabych notowań oraz faktu, że sam Trump nie jest kandydatem w tych wyborach, konwencja w Dallas została niemal całkowicie podporządkowana jego osobie i zyskała przydomek „Trumpaloza”.
Prezydent apelował do swoich zwolenników, aby „wyobrażali sobie, że to on znajduje się na karcie do głosowania”. Nawiązywał w ten sposób do zjawiska, w którym jego wyborcy są znacznie bardziej zmobilizowani, gdy Trump sam startuje w wyborach, natomiast ich udział w innych głosowaniach jest zdecydowanie niższy.
Nie wierzę w słowo „żałuję”
Donald Trump wcześniej, w rozmowie z Laurą Ingraham, prezterką Fox News, oświadczył, że nie uważa rozpoczęcia konfliktu z Iranem za błąd. Odniósł się również do krytycznych głosów części swoich zwolenników, którzy sprzeciwiają się wojnie, oraz wskazał, kiedy w jego ocenie działania zbrojne mogą się zakończyć.
Nie wierzę w słowo „żałuję”. Można zawsze trochę popytać siebie samego – powiedział.
Trump został zapytany również o obawy dotyczące wpływu wojny na zbliżające się wybory połówkowe. Prezydent podkreślił, że gdyby ponownie stanął przed taką decyzją, postąpiłby w ten sam sposób. Odrzucił także sugestię, że konflikt może powodować niezadowolenie lub zniechęcenie wśród jego zwolenników. Jak stwierdził, jego wyborcy są raczej dumni z tego, że nie dopuszcza do uzyskania przez Iran broni nuklearnej.
Trump powtórzył również swoją wcześniejszą opinię, że konflikt z Iranem zakończy się zaraz po nadchodzących wyborach do Kongresu. Dzień wcześniej prezydent sugerował, że władze w Teheranie mogą próbować oddziaływać na rezultat głosowania, od którego zależeć będzie utrzymanie przez Republikanów większości zarówno w Senacie, jak i Izbie Reprezentantów.