Całkiem ze straszenia nie zrezygnowano, jednak opieranie kampanii wyborczej na lękach, które trzeba dopiero wywoływać, nie rokuje dobrze, tym bardziej że inne strachy biją je na głowę. Badani przez KO bardziej niż wojny lękają się zapaści ochrony zdrowia, to jednak byłoby jak mówienie o sznurze w domu powieszonego.
Wyborcy prawicowi też się nie chcą bać tego, z czego zadowolone byłyby ich partie, a przede wszystkim – Kościoła. Przekonanie, że prawicowcy kierują się inspiracją kościelną, dawno już nie ma wiele wspólnego z prawdą – to tylko jakieś niedobitki obsesjonatów antyklerykalnych z przyzwyczajenia prowadzą jeszcze te swoje wojny z dawno skarlałą potęgą. Młodzi, choćby byli i wyborcami Konfederacji, są równie religijnie obojętni jak ci z Lewicy, a bywają nawet bardziej, bo na pewno przynajmniej nie wprowadziliby – jak tamci – Wigilii jako dnia wolnego, żeby smażyć karpia już przez cały boży dzień.
Subskrybuj