Flagi opuszczono do połowy masztu, portrety monarchy pojawiły się na przystankach, w metrze, sklepach i urzędach. Reprezentacyjna aleja prowadząca do królewskiej siedziby zapełniła się ludźmi niosącymi kwiaty, dziecięce rysunki, kartki z pożegnaniami. Trumnę wystawiono w kaplicy pałacu. Dziesiątki tysięcy osób przychodziło oddać hołd ukochanemu władcy. Lubili go, bo wydawał się im zwyczajny, bliski. Ceniono go za poczucie humoru, bezpretensjonalność oraz za to, że promował obraz kraju otwartego dla wszystkich. Po jego śmierci jedna z imigrantek wyznała, że dzięki Haraldowi poczuła się naprawdę Norweżką. Po utracie monarchy tron nie pozostał pusty ani przez chwilę. W momencie śmierci Haralda królem został jego 53-letni syn Haakon. Poddani żegnali jednego władcę i jednocześnie witali drugiego.
Subskrybuj