R E K L A M A
R E K L A M A

Jedna maszyna, setki projektów. Polskie torebki z charakterem

Torebka to zapewne ten element damskiego ubioru, który najlepiej określa charakter właścicielki. Niewielu mężczyzn zdaje sobie sprawę, ile potrzebnych i całkowicie zbędnych przedmiotów może znaleźć się nawet w niewielkiej torebce. 

Niemal wszystkie torebki szyte są z naturalnych polskich skór bydlęcych (sporadycznie także z cielęcych i kozich) /Fot. archiwum firmy

Oprócz dużych i średnich producentów w ostatnich latach pojawiało się wiele niewielkich rzemieślniczych pracowni torebek. Jedną z nich jest krakowska Mucha Nie Siada założona przez Katarzynę Muchę zaledwie przed siedmioma laty. 

– Moja droga do producenta torebek była bardzo nietypowa. Po studiach przez jakiś czas byłam pedagogiem. Potem przez dziewięć lat pracowałam w redakcji Onetu – wspomina Katarzyna Mucha. – W 2015 r. dostałam w prezencie od męża maszynę do szycia. Nie miałam żadnej wiedzy na temat kaletnictwa. Jedynie zapał i pewne zdolności manualno-artystyczne. Nie zrobiłam szczegółowego biznesplanu, kierowałam się przede wszystkim sercem. Pierwszą torebkę zrobiłam praktycznie tuż przed uruchomieniem w Krakowie firmy w 2019 r. Mucha Nie Siada to oczywiście nawiązanie do nazwiska i u 99 proc. klientek wywołuje pozytywne skojarzenia, no chyba że ktoś wybitnie nie lubi owadów. 

Wszystkie modele zostały osobiście zaprojektowane przez właścicielkę. 

– Czasem projektuję ołówkiem na papierze, czasem w komputerze. To zależy od weny. Od początku istnienia firmy zaprojektowałam setki modeli, które dzielą się na tysiące tzw. pozycji asortymentowych, różniących się kolorem i dodatkami. – Czasem mam gotowy projekt, uszyty prototyp, ale nie wprowadzam go do sprzedaży, bo jeszcze nie nadszedł jego czas. Tak było z torebką zwaną jamnik, która odczekała sześć lat, ale gdy znalazła się w sprzedaży, okazała się strzałem w dziesiątkę. 

Torebki na co dzień i wizytowe. Małe i duże. Nerki, worki, plecaki, biodrówki. Wszystkie są szyte ze skór pochodzących z polskich niewielkich garbarni. W ogromnej większości z bydlęcej, rzadziej z cielęcej i koziej. 

Polski produkt to wartość dodana 

– W latach dziewięćdziesiątych w Polsce odnosiły sukces przede wszystkim wyroby zagranicznych firm albo takich, które miały obcobrzmiące nazwy. Są także polscy producenci, którzy szyją swoje torby w Chinach czy Indiach, zdarza się też, że azjatyckie firmy nawiązują współpracę z polskimi markami i sprzedają swoje wyroby pod ich logo. Ale dziś ogromna większość klientów przywiązuje wagę do tego, że moje torebki są szyte w Polsce z polskich skór, gdyż to staje się gwarancją jakości i jest wartością dodaną. 

Jak w każdej branży, także i tu obowiązują zmieniające się mody. Od kilku lat szczególnie modny jest brąz w odcieniu gorzkiej, ciemnej czekolady, który przed dwoma laty magazyn Vogue ogłosił kolorem będącym synonimem luksusu. Wracają do łask zamsz i sztruks. 

– Panie szczególnie cenią sobie torebki modułowe, gdzie można zmienić jakiś element, żeby z codziennej stała się wieczorową. Takie dwa w jednym. Nie mamy żadnej publicznej osoby, która byłaby twarzą naszej marki, ale i bez tego dajemy sobie radę. Kiedyś wysłałam naszą torebkę Ani Musze, ale to z racji wspólnego nazwiska. Wiem, że niektóre z moich torebek kupiło kilka znanych polskich modowych internetowych influencerek. 

Właścicielka ma jeden sklep stacjonarny w Krakowie przy Starowiślnej w pobliżu Plant, niedaleko Rynku. Wiele klientek trafia tu za pośrednictwem tzw. reklamy szeptanej czy pantoflowej, od jednej zadowolonej klientki do drugiej. Jednak najwięcej torebek sprzedawanych jest w sklepie internetowym. Pani Katarzyna regularnie sprzedaje swoje wyroby na licznych kiermaszach i jarmarkach, z których największy jest Jarmark Dominikański w Gdańsku. 

– Dosłownie przed chwilą wróciłam z Gdańska, gdzie moja firma jest obecna od lat. W tym roku sprzedaż była naprawdę duża. Szczegółów nie zdradzę, ale jestem bardzo zadowolona. Takie imprezy pozwalają też na bezpośrednie kontakty z setkami potencjalnych klientów, a właściwie klientek. Poznaję ich gust, oczekiwania, co ma bardzo duży wpływ na projektowanie i produkcję. Wiele klientek systematycznie do nas wraca. Jedna ma 17 moich torebek i mam nadzieję, że będzie kupować je nadal. 

Szefowa nie zdradza wielkości produkcji, ale porównując jej firmę z podobnymi manufakturami, można przyjąć, że to od 2 do 3 tys. toreb rocznie. Nie zdradza też rentowności. Torby krakowskiej firmy kosztują od 215 do 1500 złotych. W przypadku pracowni opartych na pracy ręcznej rentowność zazwyczaj waha się od 20 do ponad 40 procent. 

– Nie mam żadnej wizji tego, co będę robić za 10 czy 20 lat. Żyję dniem dzisiejszym. Staram się, żeby moje torebki były jak najlepszej jakości, podążały za aktualnymi trendami i jednocześnie zachowały własny charakter. 

Od sakiewki do shopperki 

Za przodka współczesnych torebek trzeba uznać niewielkie skórzane sakiewki, które nosiły starożytne Egipcjanki. 

W starożytnym Rzymie bogate panie na długim rzemieniu nosiły loculusy zrobione ze skóry i jedwabiu, który już w I wieku p.n.e. był tam dostępny. Większe, prostokątne, zrobione z grubej skóry, nosili legioniści. 

W średniowieczu kobiety nadal trzymały swoje przybory w niewielkich, ozdobnych woreczkach. 

W londyńskiej Courtauld Gallery możemy zobaczyć niewielką torebkę, która wygląda, jakby wyszła z pracowni znanego modowego projektanta, taka listonoszka premium. Ma nawet kółka na pasek. Po bliskim przyjrzeniu okazuje się, że została zrobiona nie ze skóry, tylko z mosiądzu ozdobionego srebrem oraz złotem i ma ponad 700 lat, czego nie widać, bo jest w doskonałym stanie. Prawdopodobnie została wykonana w Mosulu (dzisiejszy Irak). To przodek wszystkich współczesnych torebek. 

W wiekach XIV – XV w Europie modne stały się chatelaine – zawieszane na srebrnych łańcuszkach u pasa lusterka, kluczyki i inne małe przedmioty, tak jak dziś na różnego rodzaju łańcuszkach nosimy klucze czy telefony. 

W odrodzeniu do łask wróciły jedwabne i aksamitne woreczki, w których panie trzymały perfumy i chusteczki. W XVII wieku torebki często miały kształt owoców lub muszli. W okresie wczesnego oświecenia, gdzie nie przejmowano się higieną, w torebkach noszono także flea traps, niewielkie ażurowe rurki do łapania pcheł, często zrobione ze srebra lub kości słoniowej. 

Wraz z rewolucją przemysłową zaczęto produkować torebki na masową skalę, przez co stały się tańsze i dostępne dla większej liczby kobiet. 

Paradoksalnie postęp technologiczny przyczynił się do rozwoju luksusowych marek. W 1837 r. Thierry Hermes otworzył w Paryżu warsztat produkujący siodła i uprzęże. Jednak z biegiem lat firma przestawiła się na luksusowe wyroby skórzane i tak jest do dziś. 

17 lat później Louis Vuitton uruchomił w Paryżu przy Rue Neuve-des-Capucines warsztat produkujący luksusowe torby podróżne. 

Dziś LVMH, Louis Vuitton Moët Hennessy, jest największą światową korporacją dóbr luksusowych, oferującą alkohole, zegarki, biżuterię, ubrania i oczywiście galanterię skórzaną. Wartość samej marki to ponad 100 miliardów, a całego koncernu – prawie 300 miliardów dolarów. 

Luksusowe torebki to nie tylko oznaka statusu, ale i lokata kapitału. 

Najsłynniejsze modele kosztują tyle, ile używany samochód, a mimo to trudno jest je kupić od ręki. Te najbardziej znane to Kelly (Hermesa) nazwana na cześć księżnej Monako, Jackie (Gucciego), którą rozsławiła Jackie Kennedy, Sofia (od imienia Sophii Loren) Salvatore Ferragamo, Lady Dior, którą spopularyzowała księżna Diana, i Birkin (nazwę dała jej aktorka i piosenkarka Jane Birkin, która naszkicowała wzór na papierowej torebce na wymioty w samolocie, gdy siedziała obok szefa Hermesa). 

Wymienione modele są wręcz tanie przy torebkach jubilerskich. The Mouawad 1001 Nights Diamond Purse zdobi 4517 diamentów. W 2010 kosztowała 3,8 mln dolarów, dziś z pewnością znacznie więcej. 

W 2020 r. pojawiła się Boarini Milanesi „Parva Mea”, torebka z turkusowej skóry aligatora ozdobiona diamentami, turmalinami i szafirami. Projektantce chodziło o zwrócenie uwagi świata na zanieczyszczenie oceanów, a przy okazji każda z trzech torebek kosztowała 7 mln dolarów.  

2026-08-26

Krzysztof Różycki