Po pierwsze, „Angora” nie jest domem powieszonego, po drugie, media jeszcze dychają, choć zadziwiająca jest konsekwencja, z jaką zaciskają pętlę na własnej szyi.
Cztery lata temu napisałem tekst pod tytułem: „Czwarta pseudowładza”, w której druzgocącej krytyce poddałem funkcjonowanie mediów w epoce PiS, ich tchórzostwo i oportunizm: za tekst solidnie oberwałem, ale trudno – nie jestem z porcelany, a tyłek mam twardy. W ostatnich latach z poziomu czwarta pseudowładza media wskoczyły jednak na poziom wyżej – czwartej patowładzy. Kompromitujących wpadek i nadużyć jest coraz więcej – autorefleksji żadnej. Im gorsza kondycja mediów, im więcej kompromitujących wpadek, tym większa megalomania i lepsze samopoczucie ludzi mediów, i tym większa ich pogarda dla odbiorców. Media, które powinny być i miały być regulatorem życia publicznego, recenzentem polityki i oczami publiki, którymi patrzy ona na świat, kraj i sprawy publiczne, stały się jednym z największych problemów demokracji. Nawet trudno powiedzieć, czy one naprawdę żyją, są w stanie agonii, czy już w fazie śmierci klinicznej. Przypadki z ostatnich dni i tygodni. Oto dziennikarz śledczy zostaje aresztowany za pogróżki wobec funkcjonariusza publicznego i nielegalne posiadanie broni. Koleżanki i koledzy stają w jego obronie w ramach zawodowej solidarności, bo w tym środowisku nie wybacza się nigdy tylko sukcesu i talentu. Państwo reflektują się dopiero, gdy żona delikwenta wyjaśnia, w jakie piekło zamienił on życie jej i ich dzieci.
Subskrybuj