Powieszenie – taka według biegłego sądowego powołanego przez prokuraturę była przyczyna śmierci 24-letniego Marcina W. z Zawady, miejscowości położonej w województwie łódzkim między Żyrardowem a Mszczonowem. Gdy w styczniu 2022 roku znaleziono na sznurze jego zwłoki, policja i prokuratura wszczęły rutynowe śledztwo, jednak zakończyło się ono umorzeniem. Technicy i policyjni specjaliści przeanalizowali ślady, ale nie znaleźli dowodów na to, aby młodemu człowiekowi ktoś pomógł rozstać się z życiem. Na samym sznurze nie było również żadnych odcisków palców należących do innej osoby.
Z konta na konto
Kilka miesięcy później, już po formalnym zakończeniu śledztwa, policjant z Mszczonowa – przy okazji innej sprawy – wpadł na zaskakujący trop. Odkrył, że Marcin W. widniał w Krajowym Rejestrze Sądowym jako prezes spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Spółka ta nie generowała żadnych obrotów, nie wystawiła żadnej faktury, a została założona kilka miesięcy przed tajemniczym zgonem prezesa. Nawet i to nie wzbudzałoby podejrzeń (wiele spółek przez pierwszy okres działalności nie wystawia faktur, gdy ich właściciele starają się o pozyskanie pierwszych klientów), gdyby nie fakt, że krótko przed śmiercią Marcina W. na konto spółki, której był prezesem, wpłynęła duża suma pieniędzy z dotacji publicznej na rozwój działalności gospodarczej. Najdziwniejsze było to, że następnego dnia cała kwota została przelana na konto w tym samym banku, ale należące do firmy oficjalnie świadczącej usługi budowlane. Jej wspólnikiem był niejaki Łukasz K.
Subskrybuj