Klasyka gatunku, chciałoby się powiedzieć, gdyby nie to, że dla zainteresowanego to żadna literatura, tylko dramat w jednym akcie. Twierdzi, że lokal sprzedano za bezcen. Gdyby sprzedał sam, byłoby drożej. O dwieście tysięcy? Być może. Ale „gdyby” to ulubione słowo ludzi, którzy już nic nie mogą. Prawo działa inaczej – chroni nabywcę w dobrej wierze, czyli tego, kto miał gotówkę i refleks szybszy niż inni. Adwokat złożył kasację do Sądu Najwyższego. Brzmi poważnie i daje nadzieję, czyli walutę najbardziej deficytową w takich sytuacjach. Problem w tym, że kasacja nie zatrzymuje eksmisji, a komornik nie jest od wzruszeń. Jest od czynności. Największy strach? Nie bruk – choć i ten majaczy na horyzoncie – ale dorobek życia. Meble, książki, rzeczy, które mają większą wartość sentymentalną niż rynkową. Wizja: wszystko ląduje na śmietniku. Zdarza się? Zdarza. Czy to norma? Na szczęście nie. Bywają komornicy, którzy – o zgrozo – wykazują się rozsądkiem i dają kilka dni na zabranie rzeczy. Warunek: trzeba z nimi rozmawiać, a nie barykadować się jak w filmie klasy B. Rozsądek podpowiada coś jeszcze: wyprowadzić się samemu. Bez policji, ślusarza i publiczności spragnionej cudzego nieszczęścia. Bo eksmisja to nie tylko utrata dachu nad głową, ale i spektakl, którego nikt nie chce oglądać, a wszyscy patrzą.
Państwo, jak to państwo, nie zostawia całkiem z niczym. Część pieniędzy z licytacji wraca do dłużnika. W teorii wystarczy na start. W praktyce – na przeczekanie. Paradoks polega na tym, że te środki potrafią utrudnić uzyskanie pomocy od gminy. Bo skoro coś dostałeś, to radź sobie sam. Logika urzędowa bywa bardziej bezwzględna niż komornicza. A jeśli Sąd Najwyższy dopatrzy się uchybień? Wtedy zostaje roszczenie wobec Skarbu Państwa. Czyli długa droga i jeszcze dłuższe czekanie. Sprawiedliwość bywa, ale rzadko przychodzi na czas. Najtrudniejsze jest jednak co innego: pogodzić się z faktem dokonanym. Zrozumieć, że walka na tym etapie to często walka o godność, nie o mieszkanie. A godność – wbrew pozorom – łatwiej ocalić, pakując kartony po cichu, niż krzycząc do komornika. Reszta? Reszta to już zwykłe życie. Tylko odrobinę trudniejsze niż wczoraj.
Nasze usługi są bezpłatne, co daje gwarancję, że kierujemy się interesem człowieka, a nie potrzebą zarobienia nawet wtedy, kiedy szanse na sukces są słabe.