Ena kotu! (witajcie!). Język bliższy maoryskiemu rdzennych Nowozelandczyków niż tahitańskiemu. Duch końca świata. Mikrokosmos Polinezji. Niewiele ponad tysiąc mieszkańców na małym wulkanicznym archipelagu na skraju Polinezji Francuskiej. Wyspa skalista, ale urodzajna, emanująca aurą tajemniczości. Jej mikrospołeczność przyjaźnie trwa w swej tradycji i kulturze. Ma unikalne doświadczenia: katolickie, prób nuklearnych, hodowli czarnych pereł.
W XIX w. francuscy misjonarze, zwłaszcza o. Laval, w kilka lat nawrócili wszystkich na katolicyzm. Ochrzczono króla Maputeoa – przyjął imię Gregorio Stanislas i faktycznie oddał władzę Lavalowi, a ten zaprowadził teokrację pod hasłem: „Cywilizacja prowadzi do zadowolenia”. Powstały kościoły, kaplice, łuki triumfalne, no i imponująca katedra, największa budowla sakralna w tej części Pacyfiku. Może pomieścić 1200 wiernych, dziś całą ludność archipelagu, której religijny zapał nie zmalał.
Subskrybuj