R E K L A M A
R E K L A M A

Czarne perły i… sen krótki. Na polinezyjskich wodach

Pada. Intensywnie. Coraz intensywniej. Tropikalna ulewa zmyła kolejny dzień z pokładu. Nie ma go. Nie ma wczoraj, jest dziś. I uczta jest. Uczta ciekawości, bo podróż to uczta, jaką dajemy ciekawości. Uwodzi falującą przygodnością, dryfującym czasem, płynną przestrzenią. Ziemia powinna się nazywać Globem Wodnym, bo znacznie jej więcej, a i my składamy się głównie z wody, i to w tej samej proporcji, co lądy i oceany. Pacyfik, Oceania, Polinezja, Polinezja Francuska, archipelag Gambier, wyspa Mangareva i zatoka przy jej największej osadzie Rikitea – to tutaj dziś zakotwiczyliśmy.

Ferma czarnych pereł na lagunie Mangarevy Fot. Leszek Turkiewicz / Fot. Leszek Turkiewicz

Ena kotu! (witajcie!). Język bliższy maoryskiemu rdzennych Nowozelandczyków niż tahitańskiemu. Duch końca świata. Mikrokosmos Polinezji. Niewiele ponad tysiąc mieszkańców na małym wulkanicznym archipelagu na skraju Polinezji Francuskiej. Wyspa skalista, ale urodzajna, emanująca aurą tajemniczości. Jej mikrospołeczność przyjaźnie trwa w swej tradycji i kulturze. Ma unikalne doświadczenia: katolickie, prób nuklearnych, hodowli czarnych pereł.

W XIX w. francuscy misjonarze, zwłaszcza o. Laval, w kilka lat nawrócili wszystkich na katolicyzm. Ochrzczono króla Maputeoa – przyjął imię Gregorio Stanislas i faktycznie oddał władzę Lavalowi, a ten zaprowadził teokrację pod hasłem: „Cywilizacja prowadzi do zadowolenia”. Powstały kościoły, kaplice, łuki triumfalne, no i imponująca katedra, największa budowla sakralna w tej części Pacyfiku. Może pomieścić 1200 wiernych, dziś całą ludność archipelagu, której religijny zapał nie zmalał.

 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-05-20

Leszek Turkiewicz