R E K L A M A
R E K L A M A

Listy do redakcji Angory (17.05.2026)

Listy nadesłane przez czytelników tygodnika Angora. Za wszystkie wiadomości dziękujemy i zapraszamy do dalszej dyskusji!

Fot. Domena publiczna

Dżentelmen w polityce 

Klasa. Nie da się tego kupić za wszelką cenę. Naturalna elegancja. Taka także zewnętrzna. Francuzi mają na to swoje określenie: Noblesse oblige. Szlachectwo zobowiązuje. 

Taki właśnie był Andrzej Olechowski. 

Nienaganny dżentelmen. Trochę przedwojenny sznyt. W istocie wszyscy tego oczekujemy – prawdy w polityce i zasad, w które się wierzy. Jakości. Tego, co jest moralne, nie tylko dojutrkowe i robione w imię zachowania stanowiska. 

Dzisiaj patrzymy na politykę z obrzydzeniem. Gardzimy tymi kłamstwami, małymi ludźmi, którzy nic nie znaczą. I, niestety, nami rządzą. 

Andrzej Olechowski na tym tle się wyróżniał. Bo niełatwo jest w polityce mówić rzeczy niepopularne. Trzeba mieć odwagę, aby powiedzieć o tym, co może stać się przyczyną naszej klęski. Jako minister finansów, a następnie minister spraw zagranicznych on tę odwagę miał. 

Może właśnie dlatego nie wybrano go na prezydenta. Choć byłby znakomity w tej roli. Z racji prezencji, dostojności, majestatu, który uosabiał. 

Odszedł człowiek, którego warto szanować. Po Jego śmierci Wojciech Mann napisał tylko jedno zdanie: „Najdłuższa przyjaźń mojego życia”. 

Piękne słowa. 

Z poważaniem KAMIL NIESYTO

Nowa wojna już trwa

Co jak co, ale wojen mniejszych lub większych po 1945 r. mieliśmy i mamy nadal niemało. Każdemu z nas, kiedy słyszymy w mediach o kolejnej wojnie, w pierwszej chwili kojarzy się ona z najazdem z użyciem sił lądowych, rakiet, lotnictwa, a nawet sił morskich, jak to było w wojnie o Falklandy, a skutkiem są straty materialne i śmierć ludzi po obu stronach. Jednak współcześnie od wielu już lat trwa nowy rodzaj wojny, mający nawet swoją nazwę, rzadko używaną w mowie i piśmie – to wojna kognitywna. Słownik wyrazów obcych: „Kognitywny (łac. cognitic = poznanie) psych. poznawczy, dotyczący poznania”.

Nie wiem, kto to pojęcie „wojna kognitywna” wymyślił, ale czytam w sieci, że to oddziaływanie na umysły i nastroje ludzi. Utożsamia się ją z wojną informacyjną, ale to nie do końca prawda. Manipulować emocjami ludzi można nie tylko informacją, ale też innymi bodźcami. Generalnie, trzeba wskazać wroga i oszukać go co do intencji, poodwracać pojęcia, prościej – zrobić ludziom wodę z mózgu. Jeśli ludzie nie myślą racjonalnie, łatwiej się nimi manipuluje, gdy tracą tę zdolność pod wpływem silnych emocji. Strach, stres, złość można wywołać poprzez zamachy, dywersję, sabotaż – a efekt pogłębia agentura wpływu na miejscu. Dla Rosji ten mechanizm jest prosty, bo ona u nas była, jest i zna wszystkie nasze instytucje. Aby oderwać obywatela Polski od instytucji, trzeba wmówić mu, że władza oszukuje, nie chroni, rozkrada majątek państwowy.

W demokracjach (niestety) jest tak, że we własnym interesie to samo robi opozycja. Świadomie (lub nie) wspiera w ten sposób Rosję. Skoro opozycja oskarża władzę o kradzież, a jak sama dojdzie do władzy, to też zaczyna kraść – bo siła zewnętrzna, Rosja, jej w przejęciu władzy pomogła – to demokracja zostaje szybko rozmontowana. W 2023 r. głównie ludzie młodzi i kobiety połapali się, w czym rzecz i nie przedłużyli dalszego rozkradania. Czy na długo? Nie wiem, bo nie wiem, czy tylko o kradzież chodziło, czy też zrozumieli sens trójpodziału władz w demokracji. Ta wojna kognitywna u nas trwa, bo (p)rezydent jest jej aktywnym członkiem. „Rezygnacja” Cenckiewicza z szefa BBN to tylko ściema. Nie siedzi w pace, ale będzie miał teraz większy dostęp do jego ucha. I to kiedy! Teraz, kiedy Rosja zbiera siły, aby oprócz dezinformacji ponownie próbować sprawdzać lojalność sojuszników NATO. Wieloletnie współdziałanie Cenckiewicza z Macierewiczem przynosiło (i nadal może przynosić) spore korzyści Rosji. A co z Ukrainą? Przecież to też Słowianie, którzy już ponad 4 lata walczą z Rosją. Czy my też mamy już rozchwiane i nasze społeczeństwo? A jak jest w naszej armii? Czy można na nią liczyć? Od kiedy wiem, że ponad połowa wojskowych głosowała w wyborach prezydenckich na Konfederację i Nawrockiego – to mam wątpliwości. W Ukrainie w 2014 roku nowe władze w Kijowie po ucieczce W. Janukowycza mogły liczyć na około 6 tys. ze 130 tys. żołnierzy. Krymu nikt nie bronił. A teraz? Co noc drony robią dziury w blokach, zabijają matki z dziećmi i czy to osłabia zdolność obronną Ukrainy? No nie. To też wojna kognitywna, bo chodzi o wywołanie strachu, rozpaczy i złości. Przeciwko komu? Włas nej władzy, Zachodowi i tym Ukraińcom, którzy wyjechali z kraju. Jak Rosja wygra, to wszystko się tam zawali, a żołnierze rzucą broń i pójdą do domu.

U nas wojna kognitywna też się toczy, choć jeszcze bez strzałów. Warto wiedzieć, że jeśli my damy sobie wyprać mózgi, to już tę wojnę przegraliśmy. Na nic się nam zdadzą czołgi, drony i samoloty. Młodzi nie wiedzą, czym była komuna pod moskiewską kuratelą. Ba! Oni nawet nie wiedzą, jak wyglądał kraj poza UE. Nie widzą nic złego ani w byciu poza UE, ani w kumaniu się z Rosją. Nie wiedzą też, że żadnej suwerenności nie będzie. Rosja już tu jest i wściekle atakuje, przypuszczając po kilkanaście szturmów dziennie. A gdzie? Ha! W smartfonie – i na razie to im wystarcza. Oby na tym zakończyli. KORDIAN

Szansa dla strażnika konstytucji

Przed rokiem w czasie wieczoru wyborczego pan Karol Nawrocki stwierdził, że zwycięży uczciwość. Dlatego apeluję do Sejmu o pilne stworzenie mu okazji do wykazania się w charakterze strażnika konstytucji poprzez zmianę prawa wyborczego. Ustawa Ordynacja wyborcza w art. 130 narusza art. 96 Konstytucji RP, mówiąc że „wybory są… proporcjonalne…”. 

W 2023 roku wystąpiła ogromna różnica siły głosu wyborcy przy rekordowej frekwencji – od najsłabszej, czyli aż 83 433 głosów na jeden mandat w okręgu 19 (Warszawa), w tym jedna trzecia to głosy z zagranicy; do zaledwie 36 020 głosów w okręgu 7 (z Chełmem). Średnio – 45 190 głosów na mandat. Ta sytuacja dała PiS-owi i KO ekstra przewagę (PiS +25, a KO +10 mandatów kosztem pozostałych ugrupowań). Z kolei wybory prezydenckie potwierdziły, w pierwszej turze, zróżnicowanie preferencji politycznych obywateli. Pożądana jest więc sprawiedliwsza reprezentacja ich poglądów w Sejmie. 

Ustawa w art. 6 nadaje czynne prawo wyborcze każdemu obywatelowi polskiemu, „który najpóźniej w dniu głosowania kończy 18 lat”, zaś w art. 137 określa liczbę posłów w poszczególnych okręgach wyborczych według „jednolitej normy przedstawicielstwa, obliczanej przez podzielenie liczby mieszkańców kraju przez ogólną liczbę posłów”. A mieszkańcy to przecież także dzieci, osoby ubezwłasnowolnione i cudzoziemcy mający prawo stałego pobytu w Polsce! A gdzie obywatele polscy stale zamieszkali za granicą i przebywający tam czasowo? Ich głosy w 2023 r. to wrzucone nie do urn, ale do kosza 12 (słownie: dwanaście) mandatów! Zgłaszam więc wcale nie rewolucyjną propozycję, że w wyborach do Sejmu będą te same okręgi wyborcze (41), a 7 to najmniejsza, już określona w ustawie, liczba mandatów w każdym okręgu; progi procentowe 5 proc. lub 8 proc. dla komitetów wyborczych; oraz obywatele polscy za granicą nadal głosują na kandydatów w okręgu stołecznym. Ale przy obliczaniu liczby mandatów w okręgach, zamiast „normy przedstawicielstwa”, dokładniejsza będzie metoda ilorazów d’Hondta, stosowana w wyborach do Parlamentu Europejskiego, czyli cała Polska widziana jako jeden wielki okręg wyborczy, a nie 41 udzielnych księstw. Wtedy znacznie spadnie odchylenie standardowe średniej liczby głosów w poszczególnych okręgach od średniej krajowej. W 2023 r. wyniosło ono 11,63 proc., a po zastosowaniu powyższej metody byłoby to 4,69 procent. I – co istotne – rodacy za granicą nie zagłosują na próżno, a ich frekwencja bardziej lub mniej zwiększy liczbę mandatów w okręgu 19, podobnie jak frekwencja głosujących w kraju wpłynie na liczbę mandatów (7+) w większości okręgów. 

W dniach 25 – 30 sierpnia odbędą się XII Światowe Letnie Igrzyska Polonijne w Ustce z udziałem tysiąca sportowców z 40 państw. Zapewne Pan Prezydent uroczyście je otworzy. Pozwólmy mu więc uczciwie zapewnić rodaków z zagranicy, że ich głos także znaczy w wyborach do Sejmu. Pozdrawiam Czytelników i Redakcję CZESŁAW BARAŃSKI

Koniec socjalnego PiS-u? 

Wewnętrzny konflikt w PiS jest czymś więcej niż polityczną walką o prawicowy elektorat. Jarosław Kaczyński staje przed ogromnym dylematem: walczyć o skrajnie prawicowego wyborcę Mentzena i Brauna, czy odzyskać umiarkowanego wyborcę, który dał partii zwycięstwo w 2019 i 2023 roku? Sytuacja byłego premiera w PiS jest dość skomplikowana od dawna. To technokratyczny premier, który miał być nową Zytą Gilowską, odbierając liberałom wszelkie argumenty rynkowe, świetnie wykształcony, doświadczony ekonomista, niekojarzony z liberalnym establishmentem, budujący zapoczątkowany przez Beatę Szydło i Andrzeja Dudę wizerunek partii chadecko- ludowej ze sztandarowym programem 500 plus na czele.

Jarosław Kaczyński, który doskonale pamięta permanentne spory prawicy i jej podziały z początku lat 90. XX w., postawił na silne przywództwo i umiejętne tasowanie sporów wewnątrz PiS, jest w niezwykle trudnej sytuacji. Ewentualne odejście znanych polityczek i polityków z partii z pewnością odbije się na partii, tym bardziej że już po tegorocznych wakacjach kampania wyborcza ruszy pełną parą. Na przeciwległym biegunie pozostaje Koalicja Obywatelska, która skonsolidowała się, łącząc podmioty dotąd luźno powiązane.

Wyborcy, jak pokazują badania, niezwykle cenią sobie liderów, którzy potrafią wyjść ponad polityczne spory. Potrafił to również prezes PiS, który, niczym ojciec, wybaczył swego czasu takim rozłamowcom jak Zbigniew Ziobro, Patryk Jaki, Jacek Kurski czy Beata Kempa. Tym razem wygląda na to, że testuje możliwości Mateusza Morawieckiego. Konflikty w PiS były dość dobrze widoczne po wyborach w 2023 roku, kiedy partia Jarosława Kaczyńskiego oddała władzę.

Tacy politycy jak Patryk Jaki czy Zbigniew Ziobro bez pardonu atakowali swojego byłego szefa – m.in. za Zielony Ład i zbyt ugodową politykę wobec instytucji europejskich. Dochodziły do tego sukcesy w wyborach prezydenckich kandydatów prawicy: Sławomira Mentzena i Grzegorza Brauna, którzy w dużej mierze odebrali PiS wyborców w pierwszej turze, zwłaszcza tych starszych i z okręgów wschodnich. Jarosław Kaczyński po zwycięstwie Donalda Trumpa stwierdził, że to pora na radykalny przekaz i danie wyborcom prawicy swoistej dawki przypominającej. Stąd decyzja o postawieniu na prof. Przemysława Czarnka jako potencjalnego kandydata na premiera z ramienia PiS. Nie ulega wątpliwości, że jest to ukłon w stronę wyborców Konfederacji, bowiem ewentualna wygrana PiS w 2027 roku może – podobnie jak w 2023 roku – nie dać im władzy. Wówczas PiS miał ograniczoną możliwość współpracy z kimkolwiek, a obecnie, zwłaszcza po wygranych wyborach prezydenckich przez Karola Nawrockiego, jest już taka możliwość pod patronatem Prezydenta RP. 

PiS stoi przed podobnym problemem, jaki PO miało z powstającą Nowoczesną, która odebrała partii Donalda Tuska wyborcze jądro, czyli najbardziej wolnorynkowych wyborców. Trudno sobie w perspektywie kilkunastu miesięcy wyobrazić, aby PiS „zjadł” Konfederację, ale z pewnością sztabowcy PiS przeprowadzą jakąś akcję uderzającą w Konfederację, której trzon wyborców nadal stanowią ludzie młodzi, którzy wyrośli w kontrze do rządów PiS, których reprezentantem był Mateusz Morawiecki. Kandydatura Przemysława Czarnka z kolei nie ma szans na powstrzymanie poparcia dla Grzegorza Brauna, gdyż dopóki trwa wojna w Ukrainie, to wyborcze paliwo dla radykalizacji przekazu będzie wykorzystywane. 

Stowarzyszenie Rozwój Plus byłego premiera to w zasadzie jego przypomnienie o sobie wewnątrz PiS. Jego słabnąca pozycja i próba jego marginalizacji znalazła swoją odpowiedź w powołanym stowarzyszeniu. Chce tym samym udowodnić, że bez niego partia znacznie osłabnie. Polityk mający silną pozycję nigdy nie zdecydowałby się na taki krok. Okoliczności jednak zmusiły go do tego degeneracyjnego kroku. Mateusz Morawiecki może znacznie więcej ugrać, niż mógłby stracić, pozostając w coraz większej izolacji. PRZEMYSŁAW PREKIEL

Och, Karol!

Pan Karol Nawrocki PNWP/Prezydent Nie Wszystkich Polaków od początku swojej kariery kreuje się na prezydenta, który miłuje wszystkich Polaków, tyle że z tą miłością jest coś nie tak. Co rusz z jego zachowania wynika, że – podobnie jak jego szef, prezes wszech czasów, uważa, iż kto nie z nami, to gorszy sort i stoi tam, gdzie stało ZOMO. Mnie jest wszystko jedno, co on obłudnie twierdzi, jest wszak PNWP, a już na pewno nie moim. Ale to, że kompromituje własny kraj, to już nie jest mi obojętne. Jak można było zrobić taki cyrk z sędziami TK! Jak można było przyjąć ślubowanie od dwóch, twierdząc, zupełnie bez podstawy, że pozostali byli przez Sejm źle wybrani? No i poszło w świat, że niekumaci polscy parlamentarzyści nie potrafią wybierać. Nie interesuje go, że od dłuższego czasu TK nie pracuje, bo brakuje konstytucyjnej liczby sędziów. 

Najważniejszy jest interes Nowogrodzkiej, bo inaczej prezes się wścieknie i nie zaprosi na pierogi ugotowane przez swoje odkrycie towarzyskie (poprzednią prezeskę TK). Następny „dowód” szacunku dla Polaków to odmowa mianowania sędziów sądów powszechnych, którzy mieli obsadzić wolne etaty, co znakomicie wpłynie na spowolnienie rozpatrywania spraw petentów. Ale to PNWP guzik obchodzi, jak również guzik go obchodzi bezpieczeństwo obrotów kryptowalutami, gdy wetuje ustawę dotyczącą ucywilizowania tych transakcji. Furda bezpieczeństwo Polaków! Najważniejsze jest zdobycie przez pisowców koalicjanta i powrót do władzy, bo zapasy, które pisowcy zrobili, gdy rządzili, już się kończą. Panie PNWP, czy strach przed gniewem prezesa wszech czasów jest tak straszny, że gotów pan stanąć przed Trybunałem Stanu za działania, do których nie posiada pan żadnych uprawnień? Pozdrowienia RYSZARD P.

Suwerenność od rzeczywistości

Idée fixe wielu współczesnych polityków – takich jak Nawrocki, Kaczyński, Orbán, Netanjahu, Trump czy Putin – stała się „suwerenność” rozumiana jako prawo do ignorowania ograniczeń narzucanych przez rzeczywistość. W tej logice suwerenność ma oznaczać niezależność od konstytucji, prawa międzynarodowego, zobowiązań wobec sojuszników, zasad pokojowej współpracy, kosztów ekonomicznych, a nawet losu ludzkości. Jest to jednak iluzja – podobna do przekonania, że można stać się suwerennym wobec prawa grawitacji, skacząc w przepaść. 

Wściekłość ogarnia tych polityków, gdy okazuje się, że nie mogą być suwerenni wobec siebie nawzajem. Gdy interesy jednego „suwerena” zderzają się z interesami drugiego, mit pełnej niezależności natychmiast się rozpada. Przykładem była reakcja prezydenta Nawrockiego, który nie potrafił wyjaśnić dziennikarzowi, dlaczego – prawdopodobnie pod presją Trumpa – poparł politycznie Orbána. Trudno bowiem jednocześnie głosić suwerenność wobec Putina i podporządkowanie wobec Trumpa. 

Politycy powinni zrozumieć, że żadna władza nie może być suwerenna wobec rzeczywistości ani wobec dobra przyszłych pokoleń. Może jedynie ignorować te ograniczenia do czasu, aż cenę zapłaci za to społeczeństwo – a ostatecznie cała ludzkość. Suwerenność od rzeczywistości jest skutkiem tego, że współczesny dobór kulturowy coraz częściej wynosi ignorantów do władzy. J.P.

Taka sobie ważna sprawa…

Niedawno byłem świadkiem takiego oto zdarzenia. W mojej okolicy w nowo otwartym sklepie znanej sieci starszy mężczyzna z wózkiem podszedł do pani z obsługi i zapytał o możliwość skorzystania z toalety, bo ma taką pilną potrzebę. Pani, przejęta prośbą klienta, podjęła za pomocą wewnętrznej sieci sklepowej rozmowy z innymi osobami z personelu na temat tego, w jaki sposób można temu panu pomóc. Tę – krępującą niewątpliwie dla mężczyzny rozmowę – miało okazję usłyszeć kilka przechodzących osób, gdyż „konsultacje” trwały dosyć długo. Tylko na karb tego, że sklep działa od niedawna, kładę to, że nie ma w nim jasno określonych procedur, jak w takich sytuacjach należy się zachować. Natomiast nie mogę zrozumieć tego, jak można otworzyć tak duży sklep bez toalety dla klientów.

Wiem, że prawo to dopuszcza, ale w takim razie trzeba je szybko zmienić. Opowiedziałem historię o panu z marketu mojej znajomej, a ta powiedziała mi, że jej teściowa od jakiegoś czasu, gdy musi iść do sklepu, nic nie pije od rana, by nagła potrzeba nie zastała jej w sklepie. Wiem, że to nie wyjątki, że tak ma coraz więcej ludzi. Jeszcze niedawno wyprawa do sklepu była czynnością krótką i konkretną: wejść, kupić, wyjść.

Dziś nie zawsze da się tak zrobić, bo najpotrzebniejsze produkty codziennego zakupu są umieszczone gdzieś na końcu sklepu, więc żeby kupić chleb i mleko, trzeba pokonać dobre kilkadziesiąt metrów, biorąc wcześniej wózek, stojąc przy kasie, odprowadzając wózek itd. To wszystko trwa. A prawo wciąż zdaje się tkwić w epoce, gdy klient miał być szybki, zdrowy i młody. Obowiązująca zasada, że dopiero od 400 m2 powierzchni sprzedaży wymagane jest zapewnienie toalety dla klientów, brzmi jak żart sprzed lat. Dziś to przepis nieprzystający do rzeczywistości. W praktyce oznacza on, że ogromna liczba sklepów i punktów usługowych – często odwiedzanych przez setki osób dziennie – może legalnie nie zapewniać dostępu do toalety. I korzysta z tej możliwości. 

Ludzie nie chodzą do toalet dla rozrywki. Coraz więcej wśród kupujących jest osób starszych, z niepełnosprawnościami czy chorobami przewlekłymi. Dla nich dostęp do toalety nie jest luksusem, lecz elementarną potrzebą warunkującą możliwość wyjścia z domu. Brak toalety w sklepie oznacza realne wykluczenie – skracanie wizyt, unikanie zakupów, stres, a czasem po prostu rezygnację z uczestnictwa w życiu społecznym. A tak zachęcamy do wychodzenia z domu, wychwalając jego zbawienny wpływ na dobrostan człowieka. Osoby starsze z natury kupują wolniej – czytają etykiety, porównują ceny, dopytują sprzedawców. To nie wada, lecz styl robienia zakupów, który będzie pojawiał się coraz częściej w miarę tego, jak będziemy się starzeć jako społeczeństwo. Jednocześnie potrzeby fizjologiczne pojawiają się u tych ludzi częściej.

Dla seniora perspektywa kilkudziesięciominutowej wizyty w sklepie bez gwarancji dostępu do toalety może być barierą nie do przejścia. Nie bez znaczenia jest też fakt, że starsi ludzie często udają się do sklepu we dwoje. Czasem z powodów zdrowotnych – dla wzajemnego wsparcia czy pomocy w noszeniu zakupów – czasem z czysto praktycznych, jak wspólne planowanie domowego budżetu. Dla takiej pary brak toalety to podwójny problem. Zakupy zamieniają się w logistyczną operację, a nie codzienną, prostą czynność. W wielu obiektach handlowych inwestuje się w strefy relaksu, designerskie wnętrza i aplikacje lojalnościowe, ale zapomina o fundamentach. Przepis oparty wyłącznie na metrażu jest uproszczeniem, które nie uwzględnia natężenia ruchu, czasu przebywania klientów ani profilu odwiedzających. ANDRZEJ ZAWADZKI 

2026-05-14

Angora