Pewnie, że nie wszystkim taki permisywizm się podoba, ale sarkają raczej po cichu, bo też nic im do tego. Bardziej drażliwa kwestia z granicami takiej wolności, która jest zawsze ograniczona wolnością innego człowieka, a nawet nie tylko jego, bo zachowania lokalnej polityczki z Kłodzka były już bydlęce. Choć nawet i jej zoofilii wielu woli nie pamiętać.
To, że teraz można żyć, jak się chce, nie sięga jednak w przeszłość. Przeciwnie, w modnych biografiach wielu osób, dawno zmarłych, ich ewentualne odstępstwa od normy śledzone są z taką zaciekłością, że nie tłumaczy tego nawet potrzeba skandalu. Rozważania, czy Maria Konopnicka była lesbijką, nie dają za wygraną: na starość zamieszkała z kobietą, choć przedtem urodziła jakąś ogromną ilość, nienajlepiej przez nią traktowanych, dzieci. Napędzającym smaczkiem jest tu oczekiwanie, że autorka, która nie dawała sobie pluć w twarz Niemcowi, może nie opierałaby się tak Niemce? A może i legendarna (jeszcze starsza od Konopnickiej) krakowska Wanda, która rzuciła się do Wisły, nie chcąc Niemca, zareagowałaby inaczej, gdyby to była Niemka. Zwraca tu uwagę dręcząca hipokryzja: współczesne literatki żyją sobie, z kim chcą, a Konopnicka – mało że swobodnie nie mogła tego robić za swego życia – to po śmierci jeszcze bardziej. Co tropić będą w biografiach współczesnych autorek po ich śmierci, skoro wszystko w nadmiernych szczegółach opisały one same, nie wiadomo, może też dlatego żadnych ich biografii nie będzie.
Subskrybuj