Zapomniany już w dużym stopniu bardzo dobry zespół muzyczny Dwa Plus Jeden miał kiedyś przebój zaczynający się od słów: „To, co się da, podziel na dwa, bez namysłu dziel”. Niestety, niektórzy ludzie w Polsce uznali to za swoje motto. Ale to, co pasuje w tekście piosenki, nie zawsze jest dobrą receptą na życie. Politycy jednak dzielili to, co się da, to, czego się nie da, i to, czego absolutnie nie można. Najczęściej nie wpadają na pomysł, że zamiast dzielić ludzi lepiej obdzielać ludzi. Dobrem.
Jak to się teraz mówi hype na akcję Łatwoganga trochę mnie ominął, bo poza transmisjami z meczów sportowych telewizji staram się nie oglądać. Zrozumiałem jednak, co się dzieje, gdy syn znajomych powiedział mi, że przekazał na akcję swoje kieszonkowe i nalegał, żebym dokonał jak najwyższej wpłaty. Brzmiało to wszystko pięknie, ale gdy usłyszałem o akcji Łatwoganga, zadałem sobie pytanie, kiedy jego i Owsiaka zaczną na siebie napuszczać i w którym momencie popchną ich w stronę antagonizmu. Tym bardziej że niektórzy od razu ustawili go jako anty-Owsiaka, kontr-Owsiaka, antytezę Owsiaka, alternatywę dla Owsiaka lub neo-Owsiaka. I tu wielki sukces – i Łatwoganga, i Jurka – nie tak wielki oczywiście jak sama zebrana suma, ale znaczący. Nie wpadli w zasadzkę. Łatwogang odepchnął polityków na wielki dystans, rozumiejąc, że będą tacy, którzy spróbują się pod jego akcję podczepić. Nie dał się też napuścić na Owsiaka, doskonale wiedząc, że wielu tylko na to czeka. Jurek też zrozumiał, że wielu tylko czeka, aż strzeli focha, okaże brak klasy, zafunduje Łatwogangowi afront, a przynajmniej chłód. Nic podobnego. Docenił, pochwalił, pogratulował, życzył konsekwencji i przyznał, że pewnych rzeczy musi się od Łatwoganga uczyć. Więcej niż dyplomatyczna grzeczność i kurtuazja. Życzliwość.
Subskrybuj