R E K L A M A
R E K L A M A

Bezkarni. Mordercy za kółkiem

W weekendową, wrześniową noc 2024 r. kierowca warszawskiej taksówki zjeżdżał w poszukiwaniu klienta z Trasy Łazienkowskiej w kierunku Mokotowa, gdy nagle usłyszał ryk silnika. Z lewej strony wyprzedził go jadący z olbrzymią prędkością sportowy Volkswagen Arteon. Po chwili na pustej i szerokiej drodze, wbił się z całą siłą w tył jadącego powoli prawym pasem Forda Mondeo. W zmiażdżonym aucie zginął 37-letni pan Rafał, a jego żona, 8-letnia córka i 4-letni syn trafili do szpitala. Volkswagenem pędził 227 km na godz. 26-letni Łukasz Żak (sąd zgodził się na podanie nazwiska – przyp. autora) był pijany; wraz z kolegami jechał z jednej imprezy na drugą.

Rys. Tomasz Wilczkiewicz

Nie miał też prawa jazdy, bo wcześniej zabrał mu je sąd, m.in. za wielokrotną jazdę po alkoholu. Po wypadku Żak uciekł, władzom udało się go ściągnąć do Polski z Niemiec. Jego proces trwa, a o butnej postawie oskarżonego, który przerywa świadkom, głośno zarzuca im kłamstwo i nie zważa na napomnienia sądu, szeroko rozpisywały się media.

Rok wcześniej, we wrześniu 2023 r., cała Polska dyskutowała o niespotykanej brawurze innego kierowcy: 31-letniego Sebastiana M. Pochodzący z niezwykle bogatej łódzkiej rodziny przedsiębiorca pędził autostradą A1 w okolicy Piotrkowa, popisując się przed dwojgiem znajomych możliwościami swojego sportowego BMW. Według biegłych jechał blisko 330 (!) km na godz., gdy stracił panowanie nad autem i uderzył w tył prawidłowo jadącej Kii. Kia stanęła w płomieniach, spłonęła w niej żywcem wracająca z urlopu rodzina: Patryk Biały, jego żona Martyna i 4-letni syn Oliwier. Świadkowie na zawsze zapamiętają wołania uwięzionych ofiar o pomoc. Sebastianowi M. nic się nie stało, a policjanci puścili go wolno. Niedługo później kierowca BMW uciekł do Dubaju, a walka polskich władz o jego ekstradycję trwała półtora roku.

 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-05-09

Tomasz Patora