R E K L A M A
R E K L A M A

Zabawki dla dorosłych. BT Choppers o motocyklach wiedzą wszystko

Chopper to tasak do mięsa albo przerobiony motocykl. Firma BT Choppers od niemal 20 lat robi maszyny, które wzbudzają zachwyt fanów jednośladów.

Fot. archiwum firmy

W kultowym filmie „Pulp Fiction” jest taka scena.

– Czyj to motocykl? – pyta Fabienne Butcha Coolidge’a, granego przez Bruce’a Willisa.

– To nie motor. To chopper – odpowiada Butch.

Z tym stwierdzeniem zgodziłby się każdy właściciel takiego pojazdu.

– Zawsze ciągnęło mnie do motocykli – wspomina Marek Mickiewicz. – W latach osiemdziesiątych w Berlinie Zachodnim zobaczyłem pierwszego choppera i zrobił na mnie wielkie wrażenie. Moim pierwszym motocyklem był Awo Simson 425 (jest to BMW R23 skopiowane przez fabrykę w NRD – przyp. autora). W Polsce w tym czasie próbowano przerabiać Junaki, Awo Simsony Emki (radziecki M-72, który był kopią BMW R71 – przyp. autora). Na początku transformacji kupiłem silnik Harleya-Davidsona, który był moim rówieśnikiem, bo na tyle było mnie stać; resztę musiałem zrobić sam. Z wykształcenia jestem trenerem i nauczycielem wychowania fizycznego. Budowę motocykli, silników, wszystkie związane z tym tajniki musiałem zgłębiać sam.

Bit of Freedom, kultowe dzieło Marka Mickiewicza,
które dziś mogłoby osiągnąć cenę dochodzącą
do 1,5 mln zł

Marek Mickiewicz to człowiek sukcesu, którego ten sukces zmęczył. Był udziałowcem sieci ośmiu lokali w Częstochowie, Katowicach, Krakowie, Rzeszowie, Wrocławiu. Pewnego dnia wszystko sprzedał i wyniósł się do Brzeska, sennego miasteczka na Podkarpaciu, gdzie w 2007 r. założył BT Choppers.

Klasyczny chopper charakteryzuje się wydłużonym widelcem (łączy przednie koło i oś motocykla z ramą), a ponieważ nie każdy motocykl opuszczający firmę BT Choppers ma taki widelec, właściciel woli używać nazwy motocykle customowe, czyli poddane znacznym modyfikacjom wizualnym i mechanicznym.

W kraju moda customowa raczkowała, więc pan Marek pierwsze egzemplarze robił pod swój gust „na magazyn”, czekając na klientów. Pierwsi pochodzili z Finlandii, gdzie sprzedał kilka sztuk. Szybko zaczął robić motocykle konkursowe, żeby zyskać klientów i zareklamować firmę.

Dawniej można było robić motocykl praktycznie od A do Z (oczywiście poza silnikiem), dziś nie pozwalają na to przepisy.

Klienci pana Marka to osoby majętne, które chcą się wyróżnić, najczęściej mężczyźni w wieku 40 plus. Dlatego bazą do modyfikacji są tylko nowe motocykle i tylko Harleye-Davidsony, których ceny w salonie wynoszą około 100 tys. zł.

Ze względu na homologację nie można wymienić ramy i napędu, bo wówczas nastąpiłaby utrata czteroletniej gwarancji Harleya-Davidsona. Reszta idzie do wymiany: błotniki, kierownica, kierunkowskazy, koła, lampy, osprzęt nożny i ręczny, siedzenie, układ wydechowy, wahacz, zawieszenie, zbiornik, żeby motocykl wyglądał bardziej efektownie i wyjątkowo.

Poprawa osiągów nie jest głównym celem budowy customów.

– Nie mam uprawnień do ingerencji w silnik Harleya, więc jeżeli klient tego sobie życzy, ograniczam się do mapowania (elektroniczna modyfikacja oprogramowania sterownika silnika w celu optymalizacji parametrów pracy, takich jak dawka paliwa, ciśnienie doładowania czy kąt wyprzedzenia zapłonu – przyp. autora), współpracuję ze szwajcarską firmą, która ma homologację Harleya. Customów nie kupuje się po to, żeby pędzić nimi 300 km po niemieckiej autostradzie, jak to często się zdarza w przypadku japońskich „ścigaczy”. Tu liczy się wrażenie, jakie robi taka maszyna, ale i tak są one w stanie osiągnąć prędkość 180 km/godz.

Jeden z popularniejszych modeli, jakie najczęściej
zamawiają klienci BT Choppers

Klient musi czekać na swój wymarzony motocykl około 12 tygodni, a w przypadku bardzo skomplikowanych konstrukcji ten czas jest znacznie dłuższy (w firmie zatrudnionych jest pięciu pracowników).

Mimo sporych rozmiarów, masy i dużych silników customy pana Marka spalają na trasie 6 litrów benzyny.

Zmodyfikowane motocykle kosztują od czterdziestu kilku do ponad siedemdziesięciu tysięcy euro. Jednak właściciel zapewnia, że nie ma górnej granicy. Wszystko zależy od grubości portfela i fantazji klienta.

– Customowane Harleye są bardzo popularne w Niemczech. Taki zmodyfikowany Harley nie tylko lepiej wygląda niż oryginał, ale – co szczególnie ważne – wraz z wiekiem zyskuje na wartości. Jest to więc pewien rodzaj lokaty kapitału. Miałem klientów, którzy nie mają prawa jazdy na motocykl, a mimo to kupili dwie, trzy moje maszyny. To nie jest takie dziwne, gdyż często się zdarza, że jak nas na coś stać, to już nie stać nas, żeby z tego korzystać.

Motocykle Marka Mickiewicza z powodzeniem brały udział w wielu zagranicznych konkursach i wystawach – między innymi w Czechach i Niemczech. Szczególne uznanie zdobył Bit of Freedom (kawałek wolności), w którym wszystkie części, poza zmodyfikowanym silnikiem, były wykonane ręcznie. Zastosowano w nim wiele nietypowych rozwiązań. Między innymi przednie zawieszenie było amortyzowane resorem, który był ułożony na rurze szczytowej ramy. Na mistrzostwach świata w Sturgis w Południowej Dakocie (USA) zdobył 15. miejsce oraz wyróżnienie od fabryki Harleya. Wynik może wydawać się średnio imponujący, ale trzeba pamiętać, że w szranki stanęły setki motocykli z całego świata, z których do finału zakwalifikowano ponad 80. Pan Marek nie chce mówić, za ile i komu go sprzedał.

– Dzisiaj nie sprzedałbym go nawet za 300 tys. euro.

Prawie przez 20 lat firmę opuściło ponad 200 maszyn i każda z nich jest niepowtarzalna. Około 80 proc. zostało sprzedanych za granicą, głównie w Niemczech, Szwajcarii i Austrii.

Modyfikacja motocykli szybko stała się działalnością uboczną i reklamą, gdyż firma wyspecjalizowała się w produkcji części customowych (błotniki, zbiorniki, kierownice, układy wydechowe). Wszystkiego, co wpływa na wygląd motocykla. W tej branży BT Choppers jest dziś liczącym się graczem w Europie.

Produkcja części, które stanowią ponad 95 proc. przychodów firmy, w jeszcze większym stopniu nastawiona jest na eksport. Klienci pochodzą ze Stanów Zjednoczonych, Korei Południowej, Chin, Brazylii, Australii, Japonii.

– Nie narzekam na brak zamówień, których jest zawsze więcej, niż wynoszą nasze moce produkcyjne. A do tego to nie tylko praca, ale i hobby. Dlatego uważam się za osobę spełnioną. 

2026-04-12

Krzysztof Tomaszewski