R E K L A M A
R E K L A M A

Szczękanie orężem [FELIETON OGÓRKA]

Prawdę mówiąc, nie wiem, czy jako Polska poparliśmy napad na Iran, czy nie, bo zdaje się, że na wszelki wypadek żadnego stanowiska tu nie zajęto. Możemy się pocieszać, że na podobnym braku stanowiska stanęły największe kraje Europy zamierzające się właśnie zbroić, chociaż już tylko ten konflikt w Iranie pokazuje, że nie wiadomo przeciwko komu. Hiszpania np. użyłaby armii (gdyby ją miała) w wojnie amerykańsko- -irańskiej przeciwko Ameryce, co oznacza, że – w razie gdyby współtworzyła armię europejską – to jedna jej część zaczęłaby walczyć z drugą.

Fot. Pixabay

Więc może to i lepiej, że jej nie ma.

Parcie ku wojnie – choć jeszcze nie wiadomo czyjej z kim – opanowało umysły, i to jest najsmutniejszy rezultat. Kiedy ludzie pogodzą się z tą myślą, już nic jej nie zatrzyma, i to nawet zanim jeszcze ustalą, kogo napaść i z kim. Myślenie wojenne i kibicowanie wojnie przybrało już takie rozmiary, że świat zaczyna się martwić, że Stanom i Izraelowi zabraknie amunicji. Tak bardzo zależało im na jej rozpętaniu, że rozpoczęli ją bez odpowiednich zapasów. Wydawałoby się, że dla każdego powinna być to informacja pomyślna, a nawet wyczekiwana: nie mają czym, to nie będą atakować. Dlaczego niby komukolwiek na świecie miałoby zależeć na bombardowaniu Teheranu i to z niewiadomych, a przynajmniej nieznanych powodów?

Dziennik „The Wall Street Journal” informuje, że armia amerykańska ściga się z czasem, próbując zneutralizować irański potencjał uderzeniowy, zanim skończą się im kluczowe rakiety – zagrzewa do walki prasa światowa, która wzięła na siebie rolę sekundanta. Liczy Trumpowi rakiety i doradza, jak je oszczędzać, aby starczyło mu na dłużej. Podobno to, jak walki na Bliskim Wschodzie prowadzić taniej, ma mu podpowiadać nawet zdruzgotana Ukraina, bo tego się nauczyła.

 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-03-13

Michał Ogórek