Poczta Polska chce strajkować, ale czy jest komukolwiek potrzebna?

11 października planowany jest strajk ostrzegawczy siedmiu związków zawodowych reprezentujących pracowników Poczty Polskiej. Domagają się oni podwyżki płac podstawowych w wysokości od 800 do 1000 zł. Pytanie, czy odczujemy ten strajk w jakikolwiek sposób?

Fot. Wikimedia

Decyzja związków zawodowych

Decyzję o strajku przed wyborami podjęły takie organizacje jak Związek Zawodowy Pracowników Poczty Polskiej w Tarnowie, Związek Zawodowy Pracowników Administracji i Eksploatacji PP, NSZZ Pracowników PP w Bydgoszczy, WSZPP, Ogólnokrajowy Związek Zawodowy “Forum”, NSZZ Pracowników Transportu Samochodowego PP oraz Związek Zawodowy Kierowców i Pracowników PP.

Jak zaznacza Piotr Moniuszko, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego Pracowników Poczty, negocjacje z pracodawcą trwały wiele miesięcy. Przedstawiono wówczas postulaty, jednak nie został osiągnięty upragniony kompromis. Ostatnie spotkanie z mediatorem nie przyniosło niestety poprawy sytuacji pracowników, dlatego też postanowiono zorganizować strajk ostrzegawczy.

W wydanym komunikacie możemy przeczytać:

Od Waszego zaangażowania i determinacji zależeć będzie, czy w końcu głos dziesiątek tysięcy pracowników dotrze do pracodawcy. Głos bezsilności, bezradności, głos zmęczenia i głos frustracji, gdy za wypłacane wynagrodzenie nie można utrzymać rodziny. (…) Zwracamy się w tym miejscu również do wszystkich związków zawodowych działających w Poczcie Polskiej o poparcie dla organizowanego protestu w ramach dwugodzinnego strajku ostrzegawczego. Pokażmy w końcu również my, przedstawiciele różnych organizacji związkowych, że pomimo wielu różnic, jakie między nami z pewnością są, że w tych okolicznościach potrafimy stanąć ponad podziałami, gdyż chodzi nam wszystkim o to samo, o dobro pracowników.

Postulaty i termin

Związkowcy w głównej mierze wyszli z trzema najważniejszymi postulatami. Domagali się

– wzrostu wynagrodzeń zasadniczych o 800 zł,

– ustalenia najniższego wynagrodzenia zasadniczego powyżej płacy minimalnej,

– waloryzacji wynagrodzeń zasadniczych pracowników objętych ZUZP do 31 marca każdego roku o poziom inflacji za poprzedni rok nie mniejszej niż 5 proc., naliczanej od minimalnego wynagrodzenia obowiązującego w danym roku.

Moniuszko tłumaczy:

Powodem naszego strajku jest to, że pracodawca nie skłania się w jakikolwiek sposób do realizacji złożonych przez nas postulatów. Są tylko trzy (postulaty – przyp. red.), to wzrost wynagrodzeń – my oczekujemy wzrostu o 800 złotych. Drugi jest taki, żeby wynagrodzenia zasadnicze pracowników Poczty Polskiej były na poziomie równym płacy minimalnej, bo w chwili obecnej ponad 50 proc. pracowników ma wynagrodzenia zasadnicze poniżej tego pułapu. Trzeci postulat jest taki, że chcemy aby co roku do 31 marca, w ramach waloryzacji wynagrodzeń, były one podnoszone o wskaźnik inflacji.

Planowany termin tego wydarzenia to 11 października. Strajk ma trwać od godziny 8.00 do 10.00. Przypominamy, że zaledwie cztery dni później zorganizowane mają zostać wybory do Sejmu i Senatu. Zasadniczym pytaniem, jakie stawia sobie wielu obserwatorów całego zdarzenia, jest to, czy planowany strajk jakkolwiek zaszkodzi Prawu i Sprawiedliwości.

Czy ktoś w ogóle zauważy ten strajk?

Wiadomym jest, że na chwilę obecną partia rządząca nie wydała żadnego oświadczenia. Wiele mediów dostrzega w tym umyślną strategię. Skupmy się zatem na czymś innym. Użytkownik „I tak to jest” pisze prześmiewczo:

11 października pracownicy Poczty Polskiej przeprowadzą dwugodzinny strajk. Patrząc na to co się dzieje w placówkach obecnie, to chyba nie będzie dla nas odczuwalnej różnicy.

Oczywiście – jak już wspomniałem – jest to wypowiedź żartobliwa, ale według mnie niesie ona w sobie sporo prawdy. Bo rzeczywiście mówimy przecież o zaledwie dwóch godzinach, które mogą pozostać przez przeciętnego obywatela niezauważone. Poczta Polska ponadto znajduje się pomiędzy młotem a kowadłem nie tylko ze względu na finanse, a także ze względu na ogólne jej postrzeganie przez obywateli.

Większość Polaków powszechnie uważa, że nasza państwowa instytucja pocztowa to organizacja zawodna i niedostosowana do współczesnych czasów. To miejsce, w którym możemy kupić belgijskie czekoladki, książki z przepisami siostry Anastazji, ewentualnie wysłać list.

Tutaj wysilę się na dwie anegdotki związane z Pocztą Polską, które podkreślą, jak bardzo jest z nią źle. Ostatnio, kiedy wysyłałem zaproszenia na urodziny do kilku adresatów, osoba z drugiego końca Polski otrzymała przesyłkę w ciągu dwóch dni, natomiast osoby mieszkające zaledwie dwa miasta dalej czekały prawie miesiąc na ich dostarczenie.

Z opowieści znajomego, który długi czas pracował jako listonosz, dowiedziałem się także, iż niektóre placówki pocztowe wcale nie dążą do uzupełniania wakatów po pracownikach, którzy odeszli. Oznacza to, że jeśli listonosz donoszący pocztę na terenie dzielnicy X się zwolni, zarząd nie zatrudnia nowego pracownika na ten obszar, a oddaje go w połowie listonoszom z dzielnicy Y i Z. Tym samym dokłada im obowiązków.

A to tylko kilka problemów. I w ich obliczu wątpię, aby dwie godziny strajku cokolwiek zmieniły. W takiej choćby Belgii strajk pracowników poczty pod koniec lutego tego roku przewidywany był na 24 godziny. Wtedy rzeczywiście wystąpiły duże problemy z wysyłką paczek oraz z innymi usługami.

Pracowników szkoda. Poczty Polskiej już nie

Może jednak ta instytucja wcale nie jest nam potrzebna? To pytanie różnego rodzaju publicyści zadają sobie od wielu lat. Pandemia czy wybory kopertowe zdają się ewidentnie przechylać szalę na niekorzyść Poczty Polskiej. Nawet państwowy Orlen wkroczył do sektora kurierskiego, chcąc zdobyć część rynku doręczeń.

O błędach popełnianych przez włodarzy Poczty Polskiej pisała już kilka lat temu „Gazeta Wyborcza”. Wymieniła ona działania i zaniechania, które sprawiły, że narodowy operator przegrał rywalizację o zlecenia z prywatnymi firmami kurierskimi. Wliczały się w to chaotyczne strategie, w których każdy zarząd miał własny pomysł na reformę, a także ręczne sterowanie przez polityków, którzy wysyłali do instytucji swoje zaufane osoby, czym doprowadzono do upadku firmy.

Oczywiście kontrowersyjne było także wykorzystanie PP do przeprowadzenia upolitycznionych wyborów korespondencyjnych w maju 2020 roku. Jak pamiętamy, nie odbyły się one.

Osobiście zastanawia mnie, czy w chwili, gdy InPost dysponuje rozwiniętą siecią paczkomatów, Allegro posiada własne podobne urządzenia, a Orlen sam robi państwowej poczcie konkurencję, usługi PP są jeszcze potrzebne. Ponadto PP musi zapewnić swoje usługi w każdej gminie przez określony czas i rentowność nie odgrywa tu żadnej roli, co znowu pochłania publiczne pieniądze.

 

2023-09-13

Sebastian Jadowski-Szreder